Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2016

# 56. Nawet czterdziestolatki się zakochują. „Uczulona na wino” - Izabela Jagosz

W swojej krótkiej blogowej „karierze” zdążyłam się już przekonać, że są wydawnictwa, których, najogólniej rzecz ujmując, wielu blogerów, książkoholików, tudzież wydawców nie lubi. Odczułam to, kiedy na pewnej grupie na facebooku, zamieściłam informację o nowym wpisie na blogu – recenzji jednej z książek opublikowanych przez Novae Res. W jaki sposób to odczułam? Raz czy dwa razy zostałam ostrzeżona, że to wydawnictwo i vanity press jest złem wcielonym, a w końcu zostałam z grupy, ot po prostu, wyrzucona. Dlaczego o tym teraz wspominam? Dlatego, że właśnie skończyłam czytać kolejną pozycję opublikowaną przez to właśnie wydawnictwo i mam ochotę podziękować autorce za to, że zdecydowała się wydać swoje dzieło!

Być może vanity press nie jest najlepszym rozwiązaniem dla autora. Być może dzięki vanity press nawet najgorszy literacki gniot ma szansę trafić na księgarskie półki, ale ja uważam, że każdemu należy dać szansę. Nie skreślajmy pisarza tylko za to, że nie mogąc znaleźć tradycyjnego wydawcy, decyduje się na tę właśnie formę zaistnienia. Nie skreślajmy, gdyż nie wiemy, kiedy trafimy na autora z prawdziwego zdarzenia. Na autora, który porwie czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Na autora, który zauroczy nas pięknem języka!

Uff, pomyślicie pewnie: „napisała co wiedziała i wylała swoje żale”. Może i tak... może i miałam przez chwilę żal, ale już o nim zapomniałam. Chciałabym jednak, abyście mieli tę świadomość, że nawet temu wydawnictwu zdarza się wydać prawdziwe arcydzieło i majstersztyk sztuki pisarskiej. Taki właśnie majstersztyk „popełniła” debiutująca autorka, Izabela Jagosz.

Uczulona na wino” to kawał dobrej literatury dla kobiet. W zasadzie nie tylko dla kobiet, gdyż polecam ją wszystkim, którzy lubią się delektować pięknem i czystością języka polskiego. Właśnie tak, gdyż autorka pisze naprawdę piękną polszczyzną!

Główną bohaterką powieści Izabeli Jagosz jest odnosząca sukcesy zawodowe kobieta po czterdziestce, Iga. Nie wiedzie spokojnego życia, gdyż ciągle jest zabiegana. Sądzić by można, że czterdziestolatka powinna osiągnąć już pewną stabilizację, a tu mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym. Poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje i zmienia dla niego całe swoje dotychczasowe życie. Mało tego, poznaje go w bardzo komicznej sytuacji, gdyż na autostradzie i to w chwili, kiedy odkrywa, że zapomniała portfela i nie ma jak zapłacić za przejazd. Z opresji ratuje ją Prezes i pożycza jej dziesięć złotych. Iga daje mu swój numer telefonu, aby udowodnić, że jest słowna i spłaca swoje długi. Ku jej zaskoczeniu po kilku dniach facet dzwoni, aby się umówić na odebranie pożyczki. Krótko potem zostają parą i to parą niezwykle dobrze dobraną, nawet mimo różnicy statusu społecznego, który każde z nich reprezentuje. Iga wiedzie u jego boku prawie sielankowe życie – rzuca pracę, podróżuje po całym świecie. Normalnie bajka. Jednak taka bajka nie trwa wiecznie, gdyż po kilku latach wspólnego związku, Prezes, idąc za powszechnie panującym w jego środowisku trendem, znajduje sobie „nowszy model” i zakochuje się w dużo młodszej „panience”. Co się dzieje dalej? Nie zdradzę, aby nie psuć Wam przyjemności czytania. Napiszę tylko tyle, że o ile przez pierwsze dwieście stron akcja była bardzo przewidywalna, tak później autorka kompletnie mnie zaskoczyła dalszym rozwojem wydarzeń. I wiecie co? Właśnie dlatego jeszcze bardziej doceniam debiut pani Jagosz!

Uczulona na wino” pochłonęła mnie bez reszty. Jeszcze długo będę o niej myśleć. I kto wie? Może za jakiś czas do niej wrócę i przeczytam ją jeszcze raz!

Uczulona na wino” jest doskonałym portretem psychologicznym współczesnej kobiety – kobiety silnej, zdecydowanej, nie bojącej się zmian, a równocześnie kobiety cierpiącej, kiedy zostaje głęboko zraniona i ciężko przeżywającej swój dramat. Jest to portret tak realistyczny, że aż prawdziwy!

Żywię głęboki szacunek dla autorki za piękno polszczyzny, którą mnie uraczyła, za wspaniałych bohaterów, których stworzyła i za całokształt tej przelanej na papier historii. Niby nic wielkiego się tu nie dzieje, niby tylko opisuje zwyczajną prozę życia, ale zrobiła to w taki sposób, że czytelnik nie może przejść obok niej obojętnie i musi docenić ogrom pracy, jaki włożyła w napisanie „Uczulonej na wino”.

Dziękuję, Pani Izo za „Uczuloną na wino” i proszę o więcej powieści takich jak ta!

Polecam tę powieść wszystkim lubiącym spędzić czas przy dobrej lekturze. Powieść Izabeli Jagosz właśnie do takich należy. Jest w niej i wartka akcja, i humor. Jest w niej również wiele budzących refleksje przemyśleń. Jest to powieść, która na długo zostanie w Waszej pamięci. Powieść, która przykuwa uwagę już samym tytułem. I wspaniale, gdyż nie można jej przegapić w księgarni. Kupcie ją i przeczytajcie, a na pewno nie pożałujecie tego wydatku. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.

Moja ocena: 6/6
Autor: Izabela Jagosz
Gatunek: Literatura kobieca
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 309
Data wydania: 07-09-2015
Nr ISBN: 978-83-7492-908-0

środa, 30 marca 2016

# 50. „W sidłach kobiet” - Aleksander Ławski

Jak to jest z kobietami? Zarzucają sidła na Bogu ducha winnego faceta? W ogóle coś takiego jest możliwe? W swojej powieści „W sidłach kobiet” Aleksander Ławski próbuje nam udowodnić, że tak! Muszę przyznać, że z niezwykła ciekawością sięgnęłam po tę pozycję. Byłam strasznie ciekawa męskiego punktu widzenia na tematy damsko-męskie. Czy opowieść pana Ławskiego spełniła moje oczekiwania? Czy była tak interesująca jak myślałam, sięgając po jej lekturę. O tym już za chwilę.

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest mężczyzna około pięćdziesiątki – rozwodnik, posiadający dorosłe już dziecko, z zawodu lekarz i właściciel dobrze prosperującej firmy, człowiek dobrze sytuowany życiowo (materialnie). Sam o sobie pisze, że podoba się kobietom i jest doskonałym kochankiem. Hmm... skromnością więc nie grzeszy. Mało tego! Nie pozwala czytelnikowi zapomnieć o swojej wręcz doskonałości, gdyż ciągle o niej przypomina! Interes wręcz kwitnie, na brak pieniędzy nie narzeka, a nawet może sobie pozwolić na gosposię w domu, wyjazdy, restauracyjki. Ton, jakim to wszystko opisuje, brzmi tak trochę na przechwalanie. Dodajcie do tego dwie piękne kobiety, walczące o jego względy i setki innych, które przewinęły się w jego życiu wcześniej, a zrozumiecie skąd u bohatera takie przerośnięte ego.

Cóż... może do kogoś przemówi ta historia, ale ja jej mówię stanowcze nie. Gdyby nie fakt, że egzemplarz tej powieści otrzymałam do recenzji, najprawdopodobniej porzuciłabym ją po pierwszych kilkudziesięciu stronach, gdyż wydawała mi się zwyczajnie nudna. Możliwe, że zawinił tu sposób prowadzonej w powieści narracji – całkowicie innowacyjna, ale nieźle mącąca w głowie czytelnika. Poza tym, ile można wracać do tego, że facet nie potrafi się zdecydować, którą z szczodrze obdarzających go swoimi wdziękami kobiet ma wybrać? I seks... co chwilę seks – albo z jedną, albo z drugą. Dodam jeszcze, że akcja również mnie nie zainteresowała, gdyż nic ciekawego się w powieści nie dzieje – ot, zwyczajne wstałem, poszedłem do pracy, kochałem się z jedną, a potem spotkałem się z drugą... 
 
Krótko mówiąc, nie dla mnie ta powieść. Wygląda na to, że jestem raczej tradycjonalistką i lubię przejrzystość w literaturze. Możliwe jednak, że jestem już trochę za stara na wszelkie innowacje, a zwłaszcza takie, jakie zastosował autor „W sidłach kobiet”:

Masz bardzo szerokie zainteresowania. Nie lubię amerykańskich filmów akcji. Nie znam języka polskiego, nie mogę przeczytać żadnej polskiej książki, ale gdy zostanę dłużej w Polsce, będę musiała poznać wasz język. Miło to od ciebie słyszeć, chętnie bym ci w tym pomógł. A, to bardzo dobry pomysł, chętnie skorzystam. Od kiedy zaczynamy? Od zaraz. Pierwsze słowo to kocham cię.”

albo:

Obudziłem się, Irena już ubrana. Wstawaj, jest późno.”

Prawdę powiedziawszy ta innowacyjność sprawiała, że gubiłam się. Musiałam często się cofać lub przystawać, aby się zastanowić i przeanalizować zdanie po zdaniu, gdyż nie wiedziałam czy to zwykły opis, czy też dialog...

Podsumowując, chciałabym zaznaczyć, że jest to moja subiektywna ocena. Nie jest moim zamiarem zniechęcać kogoś do lektury powieści Aleksandra Ławskiego. Po prostu, mnie nie porwała ani nie zainteresowała. Gdybym napisała inaczej, byłabym po prostu nieszczera, a recenzje powinny być podyktowane prawdziwymi odczuciami.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.


Moja ocena: 3/6
Autor: Aleksander Ławski
Gatunek: Literatura współczena
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 235
Data wydania: 07-09-2015
Nr ISBN: 978-83-7942-887-8

środa, 16 marca 2016

#48. Jak rodzi się szaleństwo, czyli „Czerwień obłędu” Dawida Waszaka

Wyobraźcie sobie, że wykonujecie jakąś czynność i nagle doznajecie wrażenia, że już znajdowaliście się w takiej sytuacji. Jak byście się czuli, gdybyście często miewali takie uczucie deja vu? Może nawet codziennie? Nie zastanawialibyście się, czy przypadkiem nie tracicie zmysłów, że popadacie w obłęd? Taki splot wydarzeń dotyka bohatera książki Dawida Waszaka „Czerwień obłędu” ­ Doriana Zajdę. 
 
Dorian mieszka w dobrej dzielnicy Jarocina. Jest szczęśliwym mężem pięknej kobiety oraz ojcem zdolnego syna. Jego życie jest w miarę uporządkowane – kocha swoją żonę, ma ciekawą pracę. Do czasu... aż zaczyna miewać wizje, które burzą jego uporządkowany dotąd świat. Pierwsza pojawia się nagle i jest jak mara senna. Sam Dorian odnosi wrażenie, że śnił. Jednak, kiedy okazuje się, że sen się spełnia, każda kolejna wizja sprawia, że bohater popada w coraz większy obłęd, a perspektywa śmierci kobiety w czerwonej sukience, doprowadza go do prawdziwego szaleństwa.

Kim jest owa kobieta? Jaki ma ona związek z życiem Doriana? Co zrobi bohater? Spróbuje ją ocalić? Jak to wszystko wpłynie na jego życie rodzinne? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć sięgnijcie po „Czerwień obłędu” Dawida Waszaka.

Czerwień obłędu” to krótka opowieść, którą pochłoniemy w jeden wieczór. Opowieść, licząca sobie zaledwie 175 stron. Można powiedzieć, że jest to swoista relacja bohatera, prowadzona w formie pamiętnika, gdyż autor posłużył się narracją pierwszoosobową. Z jej kart dowiemy się, w jaki sposób może zrodzić się obłęd. No właśnie... Dowiemy się, ale tego nie poczujemy i to jest minus dzieła Waszaka.

Muszę przyznać, że autor miał wspaniały pomysł na świetną powieść, ale tak do końca go nie wykorzystał. „Czerwień obłędu” jest napisana lekkim i prostym językiem, wręcz potocznym, toteż czyta ją dość dobrze. Piszę dość dobrze, gdyż mnie osobiście trochę przeszkadzały liczne powtórzenia i niezbyt poprawne stylistycznie zdania. Nie jestem ekspertem językowym, gdyż z zawodu jestem ekonomistą, ale staram się zwracać uwagę na poprawność stylistyczną. Poza tym brakowało mi tu głębszego wyczerpania tematu i większej gry na emocjach czytelnika. Muszę przyznać, że podobała mi się koncepcja autora. Szkoda tylko, że nie wykorzystał w pełni jej potencjału.

Ulubiony cytat:

(...)Pracować codziennie, całe tygodnie, miesiące lata i tak do usranej śmierci po to, aby pracodawcy żyło się lepiej, a my byśmy mogli przeżyć od dziesiątego do dziesiątego... I niby nie jesteśmy zwierzętami? Mamy taki sam instynkt przetrwania, każdy musi w końcu coś jeść. Może gdybym nie miał rodziny, zrobiłbym coś ze swoim życiem, ale w moim przypadku lepiej nie ryzykować.”

Czerwień obłędu” jest próbą ukazania portretu psychologicznego popadającego w szaleństwo człowieka. Portretu nieco okrojonego, trochę ubogiego w szczegóły, ale wystarczającego, aby poznać przyczyny i skutki zachowania powszechnie uważanego za niezbyt normalne, a wręcz dziwne. Sposób prowadzenia narracji i wiele niedomówień, skłaniają czytelnika do przemyśleń, gdyż autor nie wyjaśnia skąd się biorą wizje – z rozwijającej się choroby, czy też są jakimś niechcianym parapsychicznym darem lub skutkiem uzależnienia od leków przeciwbólowych.

Komu polecam tę lekturę? Osobom, które mają chęć na dość ciekawą historię na jeden wieczór oraz tym, którzy nie boją się otwartych zakończeń... i lubią wykorzystać własną wyobraźnię, aby pofantazjować nad możliwym dalszym przebiegiem wydarzeń. 
 
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.


Moja ocena: 3,5/6
Autor: Dawid Waszak
Gatunek: Literatura współczena
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 175
Data wydania: 03-09-2015
Nr ISBN: 978-83-7942-785-7

czwartek, 25 lutego 2016

# 47. „Z teściową za pan wróg” - Izabela Milik

Jak to jest z tymi teściami? Kochać ich czy nienawidzić? Zapewne każda mężatka miałaby na ten temat wiele do powiedzenia. Gdybym mogła przeprowadzić z nimi wywiad, otrzymałabym najprawdopodobniej wiele różnych opinii – zarówno pozytywnych jak i tych negatywnych. A co ma nam na ten temat do powiedzenia nowa debiutująca autorka, Izabela Milik?

W swojej pierwszej książce, „Z teściową za pan wróg”, stworzyła fikcyjną opowieść o relacjach młodej kobiety z teściami. Muszę tu powiedzieć (napisać), że historia ta jest niezwykle interesująca i czyta się ją jednym tchem! 
 
Główna bohaterka powieści Izabeli Milik, Ola, zakochuje się w Rafale – mężczyźnie wręcz idealnym (przystojnym, szarmanckim i zaradnym życiowo). Kiedy poznaje jego rodziców, zostaje przez nich miło przyjęta. Dziewczyna nie miała dobrych relacji z własnymi rodzicami – matka nie interesowała ani nią, ani jej siostrą i goniła za nowymi miłostkami, natomiast ojciec bił i poniżał własne córki. Dlatego też jest bardzo zaskoczona tym, jak Rafał traktuje własnych. Nie podoba jej się, kiedy chłopak krzyczy na własną matkę i ojca, nazywa ich głupimi, twierdząc, że wkrótce sama się przekona, iż „z nimi nie da się wytrzymać.” Wkrótce Ola poczuje na własnej skórze, że teściowie nie są tacy, jak się jej na początku wydawało, ale o tym za chwilę.

Miłość Oli i Rafała rozkwita, postanawiają się pobrać i mieć dziecko. Młoda dziewczyna z miesiąca na miesiąc robi sobie testy ciążowe i z utęsknieniem wyczekuje dwóch różowych kreseczek. Młodzi próbują sobie ułożyć życie, ale okazuje się, że ciąża Oli jest zagrożona i i musi skorzystać z pomocy i opieki teściowej, która robi wszystko, aby nie stracić kontroli nad życiem syna i synowej, i co tu dużo ukrywać... jest dla Oli strasznie męcząca:

(...) kiedyś dałybyśmy się pokrajać za taką troskę, czy to nie ironia? Chcą mi nieba przychylić, a ja co? Duszę się i chcę zwiać, gdzie pieprz rośnie.
­ Moja droga, to nie niebo, tylko piekło, jeśli ktoś zbyt mocno się narzuca.”


Kiedy Ola rodzi Miłoszka, jej stosunki z teściami stają się jeszcze bardziej napięte. Dziewczyna czuje się jak w potrzasku, zamknięta pomiędzy mężem, a narzucającymi się teściami.

...Z jednej strony czuję się zupełnie skrępowana, a z drugiej strony to rodzice człowieka, którego kocham, i zwyczajnie nie chcę ich zrazić do siebie, a to nieuchronne, bo widzę, że nie wiedzą co to takt, i są odporni na aluzje. Tak jakbym postawiła nogę na ruchomych piaskach.”

Szczerze powiedziawszy, powieść Izabeli Milik trochę mną wstrząsnęła. Nie wyobrażam sobie, że byłabym w stanie wytrzymać tego, co przechodziła Ola. Początkowo jej teściowie wydawali się w miarę sympatyczni – prości, zwyczajni ludzie, uwielbiający się wzajemnie przekrzykiwać. Jednak kiedy zaczęli między sobą rywalizować o względy przyszłej synowej, sytuacja zrobiła się już trochę chora. W miarę rozwoju akcji stawała się coraz gorsza. W jej wyniku Ola odsunęła się od męża i zgodni wcześniej młodzi małżonkowie zaczęli się kłócić. 
 
Biorąc do ręki „Z teściową za pan wróg”, sądziłam, że będzie to raczej lekka i przyjemna lektura, może nawet komedyjka. Jednak moje przeczucia się nie sprawdziły. Powieść ta nie ma z komedią nic wspólnego. Jest to raczej historia tragiczna, ukazująca wręcz chore relacje teściowej z synową. Chore i dla większości z nas zupełnie niezrozumiałe. Boże, broń mnie od takiej teściowej, jaką była matka Rafała, pani Hela! A jaka była? O tym się przekonacie, sięgając po lekturę debiutanckiej powieści Izabeli Milik „Z teściową za pan wróg”.

Cóż więcej mogę napisać na temat tego debiutu?

Moim zdaniem jest to dobry debiut. Autorka posługuje się prostym językiem, w związku z tym jej historię czyta się szybko i płynnie. Bohaterowie są dobrze skonstruowani, a co najważniejsze są bardzo realistyczni. Czytelnik nie jest w stanie odciąć się od opisywanych wydarzeń – zostaje porwany przez fabułę i reaguje emocjonalnie. Sama tak reagowałam, że pewne fragmenty wywoływały uśmiech na mojej twarzy, a inne sprawiały, że płakałam. Było mi strasznie żal młodej żony i matki, a teściową najchętniej utopiłabym w łyżce wody.

Sama konstrukcja powieści, moim zdaniem, jest bardzo dobra. Autorka podzieliła ją na cztery części. Pierwsza, najdłuższa, wprowadza czytelnika w sytuację i daje mu czas na poznanie bohaterów oraz ich ocenę. Druga przedstawia etap, kiedy Ola jest na granicy wytrzymałości i cierpi, nie czując wsparcia męża przez co popada w depresję. Dwie ostatnie części natomiast wywołały we mnie mieszane uczucia – odniosłam wrażenie, jakby pani Milik stworzyła dwa odmienne zakończenia swojej historii. Przyznaję, że jest to niewątpliwie ciekawy zabieg z jej strony – to tak jakby dała mi możliwość wybrania tego, które mi się bardziej spodoba.

Jedyną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić, jest spora ilość błędów stylistycznych, które powinien wyłapać wprawny korektor. Nie ujmuje to jednak na wartości całości utworu. Poza tym jestem przekonana, że z biegiem czasu autorka udoskonali swój warsztat pisarski, który notabene już i tak jest bardzo dobry i w następnych powieściach będzie ich znacznie mniej. 
 
Podsumowując, „Z teściową za pan wróg” jest interesującym obrazem, przedstawiającym niełatwe i skomplikowane relacje pomiędzy teściową, a synową. Relacje, które jedną ze stron mogą doprowadzić do załamania i depresji. Jest doskonałą lekturą dla kobiet, które są zarówno po jednej jak po drugiej stronie barykady. Lekturą, która może je skłonić do spojrzenia na siebie krytycznym okiem, do zastanowienia się nad popełnianymi błędami. Polecam tę pozycję wszystkim kobietom!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.


Moja ocena: 5/6
Autor: Izabela Milik
Gatunek: Literatura współczesna
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 306
Data wydania: 18-09-2015
Nr ISBN: 978-83-7942-903-5


wtorek, 9 lutego 2016

# 44. „Miles” Milena Wiktoria Jaworska

Mam przed sobą niewielką, gdyż objętościowo niezbyt grubą, powieść młodziutkiej polskiej pisarki. Milena Wiktoria Jaworska ma dopiero szesnaście lat, uczy się w liceum i prowadzi bloga o nazwie Łaciaty blog książkowy, na którym recenzuje książki i dzieli się pasją pisania. Udowodniła, że nawet w tak młodym wieku można coś osiągnąć – zrealizować swoje marzenia i znaleźć wydawcę. Co prawda mam mieszane uczucia co do wydawnictwa Novae Res, gdyż autorzy z reguły pokrywają koszty wydawnicze, ale... No właśnie... zawsze jest jakieś „ale”, prawda? No tak... bo skąd szesnastolatka miałaby wziąć na to pieniądze?
Informacja o tak młodym wieku autorki sprawiła, że poczułam ciekawość i chęć przeczytania jej dzieła, aby przekonać się czy mimo zaledwie szesnastu lat, można napisać interesującą historię, która wciągnie czytelnika. Można!
Przejdźmy jednak do konkretów i przeanalizujmy plusy i minusy tego, czym uraczyła nas Milena Wiktoria Jaworska.
Miles” zdecydowanie jest pozycją dla nastolatków. Nie ma tu wulgaryzmów i jakże powszechnego w obecnej literaturze erotyzmu przez duże „E”. Gdybym miała córkę, z pewnością zachęciłabym ją do sięgnięcia po tę lekturę. Niestety, zostałam obdarzona synami, którzy nie kochają książek tak jak ja, a szkoda...
Miles” jest pierwszą częścią trylogii zatytułowanej „Plejady”. O czym opowiada tom pierwszy? Jak zapowiada się cała seria?
Millie Johnson jest uczennicą nowojorskiego liceum i córką znanego polityka, który startuje w wyborach prezydenckich. Millie różni się od rówieśników – ubiera się inaczej, jest raczej typem samotniczki i uwielbia astronomię. Pewnego dnia życie Millie nabiera tempa. Dziewczyna zaczyna się zmieniać. Z dnia na dzień rośnie o kilka centymetrów, zmienia się kolor jej oczu i włosów – stają się złocisto brązowe, wzrasta temperatura jej ciała. Dziewczyna nie rozumie, co się z nią dzieje. Poznaje jednak Ariesa, chłopaka takiego jak ona, który pomaga jej przejść przez przemianę.
Oczywiście, w tego typu powieściach musi być miłość. Znajdziemy ją również na kartach „Miles”. Stąd tytuł – połączenie imion dwojga głównych bohaterów. Millie i Aries, czyli Miles.
Co jest największym plusem powieści Mileny Wiktorii Jaworskiej? Otóż fakt, że w swojej wyobraźni stworzyła całkiem nowych bohaterów i nie poszła za modnym obecnie trendem pisania o wampirach i wilkołakach. Współczesna literatura daje nam ich tyle, że stało się to bardzo oklepane, a w „Miles” młoda autorka przedstawia nam coś nowego. Interesujące, prawda?
Jeśli więc chcecie dowiedzieć się, kim są bohaterowie „Miles”, koniecznie sięgnijcie po debiutancką powieść Mileny Wiktorii Jaworskiej!
Jak już wspomniałam, debiut Mileny Wiktorii Jaworskiej ma swoje plusy. Największym jest ciekawy pomysł na fabułę i niespotykanych dotąd w literaturze bohaterów. Poza tym autorka posłużyła się prostym i nieskomplikowanym słownictwem. 
 
Miles” ma jednak również kilka minusów. Sądzę jednak, że możemy je wybaczyć autorce ze względu na bardzo młody wiek. Brakowało mi tu bardziej rozbudowanej akcji i rozwinięcia części opisowej, która zwiększyłaby objętość całości. Mimo to widzę, że w tej młodziutkiej licealistce tkwi prawdziwy potencjał i wystarczy, że popracuje trochę nad własnym warsztatem pisarskim, a może osiągnąć w przyszłości prawdziwy sukces. I tego życzę Milenie Wiktorii Jaworskiej.
Dodatkowo przyczepiłabym się do korekty tekstu, ale to zadanie spoczywa na wydawcy.
Komu poleciłabym tę pozycję? Przede wszystkim nastolatkom, uwielbiającym czytać książki o tematyce paranormalnej – tutaj znajdą jej pod dostatkiem. Są tu bohaterowie o nadprzyrodzonych cechach i jest młodzieńcza miłość oraz wymagające wyjaśnienia tajemnice. Co najważniejsze, bohaterowie muszą dokonywać trudnych wyborów, od których zależy ich dalszy los. Komu jeszcze? Wszystkim tym, którzy lubią lekką i przyjemną lekturę na jeden wieczór.
Polecam!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.

Moja ocena: 4,5/6
Autor: Milena Wiktoria Jaworska
Gatunek: Paranormal
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 222
Data wydania: 24-10-2015
Nr ISBN: 978-83-7942-934-9