niedziela, 8 maja 2016

Wyniki konkursu z Mią Sheridan



Kochani, nadszedł dzień ogłoszenia wyników konkursu z Mią Sheridan. Przypomnę zasady, według których się bawiliśmy. Oto co należało zrobić, aby grać o dwie książki autorstwa Mii Sheridan – polskie wydanie „Stinger. Żądło namiętności” oraz jedną z dziewięciu amerykańskich powieści naszej kochanej autorki, którą sama osobiście podpisze i wyśle do zwycięzcy:

  1. Przede wszystkim zgłosić chęć do udziału w konkursie.
  2. Być obserwatorem mojego bloga lub/i polubić mój profil na Facebooku.
  3. Udostępnić baner konkursowy podlinkowany do tego postu na swoim blogu/Facebooku/Google+
  4. Opublikować w komentarzu na blogu lub wysłać na mój adres mailowy (jokoaska@gmail.com) jeden przepis na tradycyjną polską potrawę. Jeśli wyślesz ją na maila w punkcie czwartym zgłoszenia zaznacz, że Twoja propozycja została wysłana na moją skrzynkę pocztową.
  5. Wpisać tytuł amerykańskiego wydania jednej z dziewięciu powieści Mii Sheridan, którą chcielibyście otrzymać od autorki.

W konkursie wzięły udział trzy osoby:
      1. Dagmara Janik, która podzieliła się z Mią przepisem na prażuchy ze skwarkami.
      2. Paulina, która podzieliła się przepisem na placuszki jabłkowe.
      3. Wiktoria Guziewicz, która przekazała Mii przepis na gołąbki w sosie pomidorowym.

A oto wiadomość od Mii Sheridan:

Hi there!! Okay, we made the recipes and had so much fun! The one that my kids and I loved the best - although we actually did love them ALL was the Apple Pikelets!! (Recipe # 2). :D

Thanks so much to all who entered. I will definitely be making these again. <3

xx! Mia

Już Wam mówię/piszę o co chodzi. :) Mia pisze, że wraz z dziećmi przygotowała dania według wszystkich trzech przepisów. W czasie pracy świetnie się z dziećmi bawiła, a najbardziej im wszystkim smakowały... Uwaga!... PLACUSZKI JABŁKOWE!!!!
Mia dziękuje wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie, a Wasze przepisy zagoszczą w jej kuchni.
Xx to oczywiście całusy. :)

Ogłaszam więc wszem i wobec, że zwyciężyła PAULINA, która podbiła serca rodziny Mii swoim przepisem na placuszki jabłkowe. Dodam tu od siebie, że ja również zrobiłam te placuszki i są przepyszne!

Paulino, proszę o przesłanie swojego adresu na mój adres mailowy jokoaska@gmail.com. Twoje dane, oczywiście, prześlę do Mii Sheridan, która zadedykuje wybraną przez Ciebie powieść w amerykańskim wydaniu („Midnight Lily”) i wyśle ją bezpośrednio do Ciebie. Natomiast ja, autorka bloga Literacki Świat JoKo, w ciągu trzech dni od otrzymania od Ciebie danych udam się na pocztę i wyślę polskie wydanie „Stinger. Żądło namiętności”.

Jeszcze raz gratuluję i zapraszam wszystkich na kolejne dwa konkursy, które niebawem ogłoszę. W jednym z nich będzie można wygrać „Stinger. Żądło namiętności” oraz „Calder. Narodziny odwagi”, które ufundowała Grupa Wydawnicza Helion. W drugim do wygrania będą dwa egzemplarze „Uczulonej na wino”, które ufundowała autorka, Izabela Jagosz.


sobota, 7 maja 2016

#2. Być kobietą... być kobietą...

Znacie piosenkę Alicji Majewskiej „Być kobietą”? Ten stary przebój przyszedł mi ostatnio na myśl. W zasadzie dzięki niemu spojrzałam na siebie inaczej... I dzięki niemu (ale zaznaczam, że nie tylko dzięki tej piosence) spojrzałam na siebie bardziej krytycznym okiem... zaniedbana, wiecznie zabiegana pomiędzy dziećmi, szkołami, domem i pracą, przyklapnięta, byle jaka osobniczka płci niewieściej... Z byle jakim włosem. Zwykła kobieta, która byle co na siebie wrzuci i nie dba o to, jak wygląda...

Znacie ten stan? Ja aż za bardzo. Chyba od lat taka byłam... zaniedbana przez męża, więc sama o siebie przestałam dbać. Jakiś czas temu stwierdziłam, że czas z tym skończyć. Czterdzieści lat na karku i obecny brak partnera, nie zwalnia mnie z obowiązku zadbania o siebie, a moje dzieci będą szczęśliwsze, kiedy mama poczuje się lepiej we własnej, prawie nowej, skórze.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Bravo ja! Oto nowa bardzo kobieca JoKo... nawet młodsza niż wtedy, kiedy miała szesnaście lat. Dowód? Przypadkowe spotkanie z rodzicami pierwszego chłopaka (licealna miłość... ehh cóż za piękne czasy), którzy mnie w ogóle nie poznali i stwierdzili, że się zmieniłam i wyglądam młodziej niż dwadzieścia parę lat temu. Powtórzę znów... Bravo ja! 
 
A wiecie co mi dodało jeszcze więcej pewności siebie? Otóż po tych zmianach (i nie tylko dzięki nim) przez chwilę poczułam się szczęśliwa. Polubiłam nową siebie. Czuję się piękna i, do cholery(!), nie ma znaczenia, że nikt mi bliski tego nie docenia... Sama to doceniam! I mam nadzieję, że już nigdy nie zapomnę o tym, że jestem nie tylko mamą, ale i kobietą. A co mi w tym pomoże? Na pewno zajęcia taneczne w Akademii Tańca Danceby w Bydgoszczy. Jakiś czas temu zdecydowałam się pójść na pierwsze zajęcia High Hill Class i tam już zostałam. Regularnie co tydzień od miesiąca na nie uczęszczam (i nie zrezygnuję z tego), bo nawet czterdziestolatka może czuć się pewnie w swoim ciele... na tyle pewnie, żeby poruszać się zmysłowo i fantastycznie zatańczyć (choćby przed lustrem dla siebie samej).

Dziewczyny, zapamiętajcie sobie, że kiedy czujecie się szczęśliwe, jesteście zdrowsze, szczuplejsze, bo kilogramy same z was zlecą, a przynajmniej tak jest w moim przypadku. Trochę ruchu, kilka przysiadów dziennie, trochę kręcenia pupą przy każdej najmniejszej okazji (nawet w trakcie gotowania, czy biegania z odkurzaczem), wydziela endorfiny, które wpływają na nasz wygląd oraz samopoczucie. Nie polecam Wam jednak zbytnich wariacji na drabinie w czasie mycia okien i wieszania firan. Sama się na tym „przejechałam” i teraz obawiam się, że kolejne czwartkowe zajęcia taneczne, będą okraszone bólem tyłka i bioderek, gdyż drabina mnie przechytrzyła. Fakt... obwiniam o to moją miłość, czyli Julio Iglesiasa, którego uwielbiam od dawien dawna i zaplątał mi się pomiędzy skocznymi melodyjkami, ale i tak go nie przestanę uwielbiać.

Oczywiście akceptacja mężczyzny dla kobiety ma ogromne, może nawet najważniejsze, znaczenie, ale jeśli go nie ma... cóż... można obyć się i bez tego. Jeśli macie męża lub partnera... bądźcie szczęśliwe, a zakocha się was od nowa. Jeśli go nie macie (jak ja) bądźcie szczęśliwe dla siebie samych, a poczujecie się znacznie lepiej.

Moje motto od dziś: „Nie poddawaj się! Nigdy w życiu!”

I nie poddam się. Nienawistne spojrzenia już na mnie nie działają, słowa krytyki już mnie nie zranią, bo czuję się świetnie w swojej własnej skórze. Będę walczyć dalej o siebie... o szczęśliwe, spokojne życie oraz o przyjaciela, który kopnie mnie w cztery litery, kiedy opadną mi skrzydła lub braknie sił do tej walki. I kto wie... może znajdzie się na świecie jakiś torreadore, który wygra dla mnie corridę? Bravo ja! Tak trzymaj, babo! Dziewczyny i Wy też tak trzymajcie! Bo kobiety kręcą światem, a kobiety pewne siebie wygrywają! Więc ubierzcie się ładnie, wskoczcie w obcasy, pokręćcie bioderkami, a świat będzie należał do Was!


# 58. „Migdałowy aromat” - Anna Nejman

Uwielbiam migdały. Są pyszne i doskonale poprawiają smak ciasta. Moją specjalnością jest sernik na kruchym spodzie, z wiśniami i bezą na wierzchu, obsypany płatkami migdałowymi. Mniam. Wszyscy członkowie mojej rodziny go lubią i ledwo przekroczą próg mojego mieszkania pytają: „A sernik z migdałami masz?”. Przeważnie mam... zwłaszcza wtedy, kiedy spodziewam się gości.
Moje uwielbienie do migdałów sprawiło, że z wielką ciekawością zabrałam się do lektury debiutanckiej powieści Anny Nejman. „Migdałowy aromat”. Mmm... pyszny tytuł, prawda? I aromatyczny. Zabierając się za lekturę, zastanawiałam się w jakiej formie autorka poda te migdały czytelnikowi – ciasta, nalewki czy też może tylko zapachu? Byłam ciekawa czy historia Anny Nejman mnie zauroczy, czy zawładnie moją czytelniczą duszą, czy też pozostanie mi obojętna i szybko o niej zapomnę. Za chwilę dowiecie się jakie wrażenie na mnie wywarł ten debiut literacki.
Główną bohaterką „Migdałowego aromatu” jest Eliza, która przybywa do Ustronia, położonego w stanie Delaware w wielkiej Ameryce (a konkretnie w USA, gdyż Ameryk mamy aż dwa kontynenty) gdzieś niedaleko Filadelfii. Skąd Ustronie w Stanach Zjednoczonych? Nie znajdziecie go na mapie, gdyż to tylko nazwa domu, w którym mieszkało czworo przyjaciół polskiego pochodzenia. Czworo leciwych przyjaciół, którzy postanowili wspólnie spędzić ostatnie lata i opiekować się sobą wzajemnie, nie chcąc trafić do domów opieki. Jednym z nich był ojciec Elizy.
Kobieta przyjeżdża do Ustronia, aby w spokoju przejrzeć listy oraz zapiski jego poprzednich mieszkańców i opisać ich historię. Poza tym pracuje jeszcze nad opowiadaniem dla Adama. Niestety, po przybyciu na miejsce okazuje się, że tego spokoju ma jak na lekarstwo, gdyż wokół niej ciągle się coś dzieje. Plany Elizy zostają wywrócone do góry nogami, kiedy na jej drodze pojawi się przystojny sprzedawca antyków, Larry, a ona sama stanie przed nie lada dylematem.
Dzięki tej nowej znajomości, w Elizie, ponad czterdziestoletniej starej pannie budzi się chęć do życia. Kobieta przekonuje się, że miłość i porywy serca nie są zarezerwowane tylko dla ludzi młodych, a takie jak ona również mogą poczuć przysłowiowe motyle w brzuchu. Zdaje sobie sprawę, że się zakochała, ale jednocześnie jest przekonana, że w jej przypadku żaden związek nie ma szans na powodzenie, więc odpycha od siebie Larry'ego. Dobrze, że facet jest na tyle zdeterminowany i robi wszystko, aby ją zdobyć, ale czy mu się to uda? Przekonacie się o tym, zagłębiając się w lekturze powieści Anny Nejman.
Migdałowy aromat” jest niezwykle klimatyczny. Autorka pokazuje nam, że miłość jest możliwa w każdym wieku i nawet po czterdziestce można spotkać swoją drugą połówkę. Nawet tak późno można przeżyć płomienny romans, wyjść za mąż i ku zaskoczeniu wszystkich dostać od losu szansę na macierzyństwo. I tak jak w prawdziwym życiu, nie wszystko tutaj jest piękne i sielankowe – pojawiają się tacy, którzy chcą zniszczyć dopiero co rozwijający się związek, groźby, pożar i byli partnerzy. Czy Eliza i Larry to przezwyciężą? Zawalczą o wspólne szczęście?
Muszę dać autorce wielki plus za wspaniały pomysł na konstrukcję „Migdałowego aromatu”, gdyż akcja powieści toczy się dwutorowo. Rozwijający się w czasie teraźniejszym romans Elizy i Larry'ego, wzbogacony jest o wstawki z przeszłości, kiedy Eliza pisze powieść na podstawie listów jednej z poprzednich lokatorek Ustronia. W obu przypadkach akcja toczy się z reguły leniwie, tak jakby autorka chciała, aby toczyła się tak jak to w życiu bywa. Wprowadza co prawda kilka scen mrożących krew w żyłach, ale zaraz potem wraca do poprzedniego spokojnego tempa.
Anna Nejman stara się posługiwać literackim i kwiecistym językiem, rozbudowując opisy chwilami do niebotycznych wręcz rozmiarów. Czytelnik bardzo często znajduje tu zdania wielokrotnie złożone. Miłą niespodzianką są wplecione w powieść wiersze.
Podsumowując „Migdałowy aromat” jest w miarę lekką i przyjemną lekturą. Są w niej pewne niedociągnięcia, ale myślę, że można przymknąć na nie oko, biorąc pod uwagę fakt, iż autorka dopiero wkracza na drogę pisarską. Całość czyta się w miarę przyjemnie. Mimo iż powieść ta nie porywa i nie sprawia, że czytelnik zapomina o całym świecie, z pewnością jest warta polecenia.
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl
Moja ocena: 4/6
Autor: Anna Nejman
Gatunek: Literatura kobieca
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 504
Data wydania: 12-10-2015
Nr ISBN: 978-83-7785-770-0

# 56. „Mam na imię Freedom” - Jax Miller

Nazywam się Freedom Oliver i zabiłam swoją córkę.” Takimi słowami rozpoczyna się debiutancka powieść Jax Miller. Intrygujący początek, prawda? Pobudzający wyobraźnię czytelnika do takiego stopnia, że w myślach zaczyna układać sobie scenariusz hipotetycznych wydarzeń oraz widzi obraz jakiejś psychopatki, która morduje swoje niewinne dziecko. Przynajmniej ja tak miałam. I co? Sprawdziły się moje przypuszczenia? Całkowicie nie!
Freedom Oliver nie okazała się żadną psychopatką, ale kobietą po przejściach, która będąc oskarżona o zabicie męża, musiała oddać do adopcji własne dzieci. Po długo trwającej rozprawie sąd zdecydował, że jest niewinna i objął ją programem ochrony świadków. Nessa Delaney, gdyż tak brzmi jej prawdziwe nazwisko, zmieniła swoją tożsamość i przeniosła się z Nowego Jorku do małej, zapadłej mieściny, w której pracowała jako barmanka. Nie odzyskała jednak swojego potomstwa.
Autorka przedstawia nam obraz kobiety niesfornej, nie stroniącej od alkoholu. Kobiety, która ciągle sprawia kłopoty swoim opiekunom (nazywa ich „prośkami”) oraz miejscowemu policjantowi, Martinowi. Kobiety, która mimo iż jest to jej zakazane, cały czas śledzi losy swoich dzieci przez najpopularniejszy na świecie portal internetowy, czyli przez Facebooka. Martwi się o nie, więc jak to możliwe, aby pierwsze zdanie powieści, mogło być prawdziwe? Skoro kocha córkę, jak mogłaby ją zabić? Chcecie wiedzieć, co się stało i dlaczego Freedom się obwinia? Przeczytajcie debiutancką powieść Jax Miller.
Biorąc tę książkę do ręki, pomyślałam sobie - „co to za tytuł? Jak to się ma do zapowiadanego na okładce thrillera?” No tak... można się nad tym zastanawiać, gdyż „Mam na imię Freedom” sugerowałoby raczej jakąś obyczajówkę, a nie powieść grozy. Jeśli jednak spojrzymy na tytuł oryginalny... to już całkowicie zmienia nasz punkt widzenia. „Freedom's Child”. W dosłownym tłumaczeniu „Dziecko Freedom”. Z czym nam się może skojarzyć? Oczywiście... myślę, że nie tylko mnie... z „Dzieckiem Rosemary”. Rozumiem, że polski wydawca zrezygnował z dokładnego przekładu tytułu, aby zmylić przeciętnego czytelnika? Może miał tu zadziałać jakiś element zaskoczenia? Nadal się zastanawiam, dlaczego nie dał oryginalnego tytułu. Jedynym wyjaśnieniem tej sytuacji może być chyba tylko fakt, że słowa „nazywam się Freedom” cyklicznie powtarzają się w powieści, nadając całości swoisty rytm.
Na uwagę zasługuje tu narracja. Autorka wielokrotnie oddaje głos głównej bohaterce, stosując narrację pierwszoosobową. Od samej Freedom dowiadujemy się kim jest, co zrobiła w przeszłości oraz jak wygląda jej życie obecnie. To Freedom zabiera czytelnika w swój świat, przedstawiając nam własne wspomnienia (retrospekcje) i uczucia. Pozostałych bohaterów, Jax Miller wprowadza i przedstawia, używając narracji trzecioosobowej.
Jak oceniam debiut Jax Miller? Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że można go zaliczyć do tych dobrych. Powieść ma trochę wad, jak chociażby zbyt powierzchownie poprowadzone postaci drugoplanowe – są raczej stereotypowe, ograniczone tylko do roli, w której występują. Brakowało mi ich głębszych portretów psychologicznych. Jednak te małe potknięcia rekompensuje dobrze budowane napięcie, dozowanie informacji w taki sposób, aby wzbudzić ciekawość czytelnika oraz pobudzić jego wyobraźnię.
Szczerze mówiąc, powieść Jax Miller mną zawładnęła. Trudno mi było oderwać się od jej lektury, ponieważ zżerała mnie ciekawość co dalej... Z każdym rozdziałem byłam coraz bardziej zaintrygowana, pragnęłam wiedzieć, co się stało z córką Freedom – kto ją porwał i dlaczego. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło. Nieważne jakie przypuszczenia snułam w trakcie lektury, nieważne jakie scenariusze wydarzeń sobie wyobrażałam – nie miały one nic wspólnego ze sposobem, w jaki to rozegrała autorka.
Podsumowując, „Mam na imię Freedom” to dobry debiut literacki. Jestem przekonana, że autorka ma talent. Polecam tę powieść wszystkim, którzy cenią sobie tajemnicze, trzymające w napięciu historie.
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.


Moja ocena: 4/6
Autor: Jax Miller
Gatunek: Thriller
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 375
Data wydania: 08-10-2015
Nr ISBN: 978-83-8069-149-0

piątek, 15 kwietnia 2016

Myśli nieuczesane #1 Mama to tylko „mama”?


No właśnie... mama to tylko „mama”? Nie człowiek? Nie kobieta? Też czasem się nad tym zastanawiacie? Niekiedy mam wrażenie, że mama pełni wiele ról w życiu. To ważne role, a jakże! Kim jestem? Przede wszystkim mamą, tego się nie da ukryć, prawda? Mam dwóch synów, których kocham nad życie i dla nich zrobiłabym wszystko. Chcę, aby byli szczęśliwi. Niektórzy nawet mówią, że robię za wiele, że za bardzo się poświęcam dzieciom, a za mało robię dla siebie samej. Czy mają rację? Może trochę tak... 
 
Mama lekarstwo.
 
Do kogo przyjdzie Twoje dziecko, kiedy źle się czuje? Odpowiedź jest prosta. Do mamy! Mama przytuli, ucałuje czółko, otuli kołderką, poda leki. Zaśpiewa kołysankę, choć jej słuch muzyczny pozostawia wiele do życzenia, bo kiedyś słoń nadepnął jej na ucho ;), choć nie ma głosu Sarah Brightman, a jej śpiew bardziej przypomina skrzek papugi Ary. Dla dziecka jednak najbardziej liczy się bliskość i poczucie bezpieczeństwa, które mu w ten sposób dajesz.
 
Mama rozjemca.
 
Jeśli macie dwójkę dzieci (lub więcej), kłótnie są pewnie waszym chlebem powszednim. Sama miałam dwie siostry i pamiętam, że rodzice bardzo często interweniowali, kiedy targałyśmy się za kudły. Moi synowie też się kłócą. Nie ma dnia bez pisków młodszego: „mama, a on wszedł do mojego pokoju”, „mama, a on mnie denerwuje”, „mama, a on mnie przezywa”. Wrrrr! Tłumaczę to sobie tym, że pomiędzy moimi chłopakami jest dość duża różnica wieku, gdyż osiem lat. Może, gdyby była krótsza, rzadziej by się kłócili? Jasne, matka... marzenia ściętej głowy!
 
Sprzątaczka, kucharka, taksówka itd.
 
Chyba każda z nas, matek, chwilami ma dość nawału obowiązków – pobudka, śniadanie, odwiezienie dzieci do szkoły, praca, odebranie dzieci ze szkoły. Potem szybki obiad, chwila relaksu dla dzieciaków, a matka w tym czasie biega po domu z językiem do pasa, robiąc porządki – jeździ na odkurzaczu, albo lata na miotle, ze ścierką do kurzów, potem na mopie. Kiedy skończy, goni dzieciaki do lekcji i wciela się w rolę nauczycielki. Wysłuchuje narzekań, że dzieci są zmęczone, że boli je głowa, albo rączka i nie mogą pisać. Znacie tę wymówkę? Mój młodszy bardzo często ją stosuje ;), a kiedy nie daję się na to nabrać, wypomina mi, że jestem niewyrozumiała, okropna i w ogóle despotka ze mnie straszna.
 
Lekcje odrobione, więc dzieciaki idą do zabawy lub zasiadają przed komputerem, a mama wędruje do kuchni i przygotowuje jedzenie na kolejny dzień. W międzyczasie włącza pranie i niekiedy staje nad żelazkiem. Po godzinie, dwóch odrywa dzieci od komputera – trzeba z nimi porozmawiać, pograć w planszówkę, w karty, pobudować auta z klocków lego, poczytać książki. Pada już z nóg, ale jeszcze podaje pociechom kolację, wysyła do łazienki na wieczorną toaletę i pakuje je do łóżek.
Ufff... wieczór – chwila dla siebie. Czy długa? To zależy. Zależy od tego, czy biedna mama nie musi jeszcze wieczorem zasiąść do pracy. W moim przypadku jest tak prawie codziennie, gdyż jedna pensja nie starcza na utrzymanie. Życie jest drogie, a samotna mama musi sobie ze wszystkim sama poradzić. We dwoje jest łatwiej... łatwiej utrzymać dom i rodzinę, łatwiej wychować dzieci. Jednak nie zawsze to się udaje...

***
Z autopsji:
  • Mamo, mamo! Ja chcę zostać u babci i pobawić się z kuzynem!
  • Słonko, ale dzisiaj nie masz piżamki i rzeczy na zmianę. Umówmy się, że przyjedziesz do babci na noc za tydzień, dobrze?
  • Ale ja chcę teraz! Jedź do domu i przywieź mi rzeczy!
  • Przede wszystkim, powinieneś poprosić, a nie rozkazywać. Poza tym u babci śpi dzisiaj twój kuzyn. We dwoje jesteście niegrzeczni. Babcia zwariuje z wami obydwoma.
  • Ale mamo!...
Babcia interweniuje, włączając się do rozmowy:
  • Przyjedziesz do mnie za tydzień i możesz zostać nawet cały weekend. Mama sobie od was trochę odpocznie.
  • Babcia, ale ja chcę teraz! Za tydzień nie, bo mama nie musi odpoczywać.
  • Mama musi od was czasem odpocząć. Musi czasem gdzieś wyjść.
  • A gdzie ona chce iść? Do pracy?
  • Nie do pracy. Może sobie pójść na przykład do kina.
  • Przecież ja z nią chodzę do kina! Ostatnio byliśmy na Kungfu Panda 3! A w maju pójdziemy na Angry Birds!
  • Ale mama chciałaby sobie pójść do kina sama, albo umówić się z kimś i obejrzeć obejrzeć jakiś film dla dorosłych.
  • Mama nie ma się z kim umówić. Nie ma koleżanki, bo dopiero niedawno się przyprowadziliśmy. I co? Sama ma tam iść? Przecież będzie się bała! I jak ona sobie to wyobraża? Potem będzie spała sama? W pustym domu? A jak przyjdzie złodziej? Kto ją obroni? Babcia, nie ma takiej opcji! Nie zostawię mamy samej.
  • Dziecko, mama to też człowiek i musi się trochę rozerwać...
  • Nieprawda, babcia! Mama to mama! Nie ma się rozrywać, tylko mnie pilnować.
  • Ale mama chciałaby może wyjść z kimś na kawę. Ubrać się ładnie, umalować, ładnie wyglądać. Poczuć się jak kobieta, rozumiesz?
  • No fakt, babcia. Coś ci powiem. Jak mama ubierze ładną sukienkę, uczesze się, umaluje to faktycznie pięknie wygląda.
  • No widzisz? Musisz pozwolić mamie wyjść gdzieś bez ciebie. Kobieta czasem tego potrzebuje.
  • Co ty gadasz, babcia? Mama to mama, a nie żadna kobieta.

***

No to jak to jest z tymi mamami? Wychodzi na to, że w oczach dziecka, mama jest tylko mamą i niczym więcej.

Kiedyś przeczytam – stosik 2

Kochani, bardzo długo się zabierałam za zrobienie zdjęcia kolejnego stosiku książek, które mam zamiar przeczytać w ramach wyzwania prowadzonego przez autorkę bloga Lustro Rzeczywistości. Mistrzem fotografii, jak widać, nie jestem, ale w końcu spięłam poślady, ułożyłam stosik i oto Wam go prezentuję.

Zanim jednak przejdę do prezentacji, wspomnę tylko, że wyzwanie trwać będzie przez cały rok i chętni mogą w każdej chwili dołączyć do zabawy. Zgłoszenia chęci udziału możecie dokonać tutaj.

No dobrze, nie przeciągajmy sprawy i przejdźmy do rzeczy, czyli do tego, co Was najbardziej interesuje, a mianowicie omówię, jakie pozycje wybrałam do realizacji tego wyzwania.

      1. Mam na imię Freedom” - Jax Miller.
Notka Wydawcy:

Nazywam się Freedom Oliver i zabiłam swoją córkę”, wyznaje bohaterka.

Mieszkańcy Painte, małego miasteczka w stanie Oregon, niewiele wiedzą o swojej sąsiadce, choć Freedom mieszka tu od wielu lat. Pracuje w rockandrollowym barze, jest zadziorna i arogancka, unika towarzystwa, ale nie stroni od alkoholu i prawie co wieczór trafia do policyjnego aresztu za picie w miejscach publicznych. Nie wiedzą, że naprawdę nazywa się inaczej, kiedyś została oskarżona o zabójstwo męża i od prawie dwudziestu lat korzysta z ochrony dla świadków. Nie wiedzą też, że po aresztowaniu oddała do adopcji syna i córkę i dziś gorzko żałuje tej decyzji. Tęskni za dziećmi i pisze do nich setki listów, których nie wysyła.
Gdy Freedom dowiaduje się, że jej córka Rebekah została porwana, postanawia za wszelką cenę ją uratować. Wyrusza więc w samotną podróż do Kentucky, gdzie wychowały się jej dzieci, w rodzinie, która też skrywa swoje mroczne sekrety. Musi także uciekać przed niezrównoważonymi braćmi swojego męża, którzy ruszają jej tropem, aby dokonać zemsty. Freedom przekona się wkrótce, że grozi jej znacznie poważniejsze niebezpieczeństwo.

    2. „Migdałowy aromat” - Anna Nejman

    Notka wydawcy:

    W pewien ciepły, wrześniowy wieczór Eliza, czterdziestoparoletnia pisarka, wysiada z samolotu na lotnisku w Filadelfii. Celem jej podróży jest „Ustronie” - uroczy zakątek powiatu Sussex w stanie Delaware, gdzie do niedawna mieszkała czwórka przyjaciół, którzy u schyłku życia zawiązali niecodzienny pakt. Niezwykłą historię tego miejsca Eliza planuje opisać i opublikować po powrocie do Polski. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że nadchodzące tygodnie spędzi sama przy pracy nad książką.
    Pozorną ciszę i monotonię „Ustronia” niespodziewanie zakłócają jednak dramatyczne wydarzenia, intrygujący sprzedawca antyków i... migdałowy aromat. Plany Elizy zostają wywrócone do góry nogami, a ona sama stanie przed nie lada dylematem. 
     
    3. „Mój język prywatny” - Jerzy Bralczyk

    Notka wydawcy:

    Jeden z najznakomitszych polskich językoznawców opowiada o słowach, zwrotach i wyrażeniach, zdawać by się mogło, ogólnie znanych i używanych przez wszystkich na co dzień. Ale czy faktycznie wiemy, co też one wyrażają, jak zmienia się ich znaczenie w zależności od sytuacji, kontekstu, intonacji. Okazuje się, iż czasem nie jest to wcale takie oczywiste. 
     
    4. „Mroczny zakątek” - Gillian Flynn
    Notka wydawcy:

    Co naprawdę wydarzyło się tej nocy, kiedy zamordowano matkę i dwie starsze siostry Libby Day?
    Libby Day była małą dziewczynką, gdy zamordowano jej matkę i dwie starsze siostry. To jej zeznania doprowadziły do skazania jej piętnastoletniego brata Bena na dożywocie.
    Dziś, po dwudziestu pięciu latach, Ben nadal siedzi w więzieniu, a Libby desperacko potrzebuje pieniędzy. Kiedy więc członkowie Klubu Zbrodni, stowarzyszenia, które fascynuje się tajemniczymi zabójstwami uznają, że Ben został niesłusznie skazany i proponują jej pieniądze w zamian za pomoc w jego uwolnieniu, Libby nie może się nie zgodzić. Musi poradzić sobie z demonami przeszłości, ocenić, co naprawdę pamięta z tamtej nocy, a co wmówiono jej w trakcie śledztwa i wreszcie poznać prawdę o swojej rodzinie. Czy brutalnego morderstwa dopuścił się brat, posądzany o satanizm? Czy śledczy popełnili błąd?
    Gillian Flynn jest światowym fenomenem wydawniczym. Jej ostatnia powieść, „Zaginiona dziewczyna”, sprzedała się w ponad 6 milionach egzemplarzy i zapoczątkowała modę na thrillery psychologiczne -podobną do tej na kryminały skandynawskie po publikacji trylogii „Millenium”. 
     
    5. „Dziewczyna NN” - Ewa Kaliściak
    Notka wydawcy:

    Ona – dziewczyna no name – uwielbiająca książki, zaszyta w swoim świecie, w którym do tej pory nie było miejsca dla chłopaka…
    On – Mistrz – chłopak, który zawsze wygrywa, otoczony dziewczynami „niewymagającymi wysiłku”, pragnący odnaleźć tę jedyną, wyjątkową…
    Dwa różne światy, zupełnie niepasujące do siebie. A jednak… Czasem wystarczy wybrać się w góry, aby w ten sposób sprawić, że cały świat stanie na głowie, a w brzuchu zatańczą motyle… Wystarczy upiec ciasto czekoladowe… albo zjeść pomidorową i poczuć się tak, jakby właśnie wróciło się do domu z dalekiej podróży…
    Czy taka właśnie jest miłość? 
     
    6. „Pąki lodowych róż” - Zbigniew Zborowski
    Notka wydawcy:

    Nie każdy rodzinny sekret nadaje się do albumu. Niektóre budzą demony...
    Ania i Bartek przeżywają kryzys. Na pozór banalny, taki sam, jaki dopada setki innych par. Ona jest w ciąży, on nie ma pewności, czy dojrzał do roli ojca. Okazuje się jednak, że problem tkwi głębiej. Dotyka spraw, które wydarzyły się wiele lat wcześniej.
    Drążenie starej rodzinnej tajemnicy, w którą wplątana była nie tylko babcia Bartka, ale też PRL-owscy oraz sowieccy notable, budzi wojenne demony. Bo wojna przecież się nie skończyła… Tli się w Afganistanie, Czeczenii, a nawet w mrocznych zaułkach Moskwy. Czy nieostrożność Anny i Bartka ściągnie jej odpryski także do Warszawy? Czy tych dwoje potrafi stawić jej czoła? Czy rozwiązanie zagadki, która przed laty pochłonęła życie wielu osób, pomoże im na nowo odnaleźć miłość?
     
    7. „I nie mów do mnie Dżordżyk” - Magdalena Tarasiuk
    Notka wydawcy:
    Książka “I nie mów do mnie Dżordżyk” to połączenie literackiej fikcji oraz otaczającej nas rzeczywistości, które przenikają się na wskroś i tworzą zadziwiającą miksturę. W książce autorka starała się zawrzeć wszystkie emocje, które otaczały ją oraz jej bliskich,a le także przypadkowo spotkane osoby. Opisując własne przeżycia, łączyła je z przypadkowo zasłyszanymi rozmowami, opowieściami znajomych. Stworzyła książkę, która udowadnia, ze nawet we współczesnym, zdigitalizowanym świecie, możliwe jest prawdziwe i trwałe uczucie pomiędzy dwojgiem ludzie. Autorka zdobyła za tę książkę nagrodę w Konkursie Literackim Miasta Gdańska im. Bolesława Faca w roku 2013.

    8. „Prowincja pełna złudzeń” - Katarzyna Enerlich
    Notka wydawcy:
     
    Życie pełne złudzeń. Może właśnie po to czasami załamuje się w nim światło, byśmy na ekranie naszych marzeń zobaczyli tęczę?
    Złudzenia bywają czasem siłą. Na tym polega niezwykłość tego świata, że w tym, co z pozoru błahe, efemeryczne i nietrwałe, znajdujemy na koniec oparcie dla następnych dni. Bohaterka kolejnego tomu powieści Katarzyny Enerlich już wie, że ma prawo do szczęścia, jak każdy z nas. Postanawia tym razem o to szczęście walczyć sama; nie zdając się już na łaskawe sploty wydarzeń.
    Wypełniona bolesnymi doświadczeniami, przekonuje się, że to, co przeżyła, jest w rezultacie jej siłą. Dzięki temu potrafi więcej rozumieć i więcej widzieć – bo po to właśnie w naszym życiu istnieją życiowe zakręty. Sztuka jogi, którą od lat uprawia, sprawia, że otwiera się na nowe życie i nowe myślenie. Horyzonty jej odczuwania poszerzają się, dzięki czemu zaczyna żyć coraz piękniej. 
     
    9. „Przypadki Callie i Kaydena” - Jessica Sorrensen

    Notka wydawcy:

    Hipnotyzująca opowieść o przeznaczeniu, przyjaźni i uzdrawiającej sile miłości.
    Dla Kaydena cierpienie w milczeniu było jedynym sposobem, by przeżyć. Jeśli miał szczęście, nie wychylał się i wypełniał polecenia, mógł przetrwać kolejny dzień. Jednak pewnej nocy, kiedy zdawało się, że jego szczęście – a może nawet i życie – właśnie się kończy, pojawił się anioł imieniem Callie. Kayden został ocalony…
    Callie nie wierzyła w szczęśliwe zrządzenia losu. Przynajmniej od czasu swoich dwunastych urodzin, gdy odebrano jej wszystko. Kiedy najgorsze już minęło, dziewczyna pogrzebała uczucia i przysięgła nigdy nikomu nie zdradzić, co się naprawdę wydarzyło. Teraz, sześć lat później, nadal zmaga się z bolesną tajemnicą…
    Gdy traf sprawia, że Kayden i Callie zaczynają uczęszczać do tego samego college’u, chłopak z determinacją postanawia poznać bliżej piękną dziewczynę, która odmieniła jego los. Jest przekonany, że Callie nie pojawiła się w jego życiu bez powodu. Im bardziej próbuje stać się częścią jej świata, tym mocniej uświadamia sobie, że tym razem to ona potrzebuje ocalenia… 
     
    10. „Ocalenie Callie i Kaydena” - Jessica Sorensen

    Notka wydawcy:

    Mroczny sekret, od lat skrywany przez Kaydena w końcu wyszedł na jaw. Co gorsza, chłopak stoi w obliczu groźby oskarżenia przed sądem o pobicie. Jedynym sposobem, by mógł oczyścić swoje imię jest zdradzenie przez Callie jej tajemnicy. Ale Kayden nigdy jej o to nie poprosi. Zamiast tego zrobi wszystko, co w jego mocy, by ją chronić. Nawet jeśli oznacza to opuszczenie przez niego jedynej dziewczyny, którą kiedykolwiek pokochał.
    Callie wie, że Kayden pogrąża się w ciemności i rozpaczliwie pragnie go ocalić. Lecz uda jej się to jedynie wtedy, gdy stawi czoła swojemu największemu lękowi i wyzna wszystkim własne bolesne tajemnice. Pomysł przerwania milczenia wzbudza u niej trwogę, ale nie tak wielką, jak myśl o utracie Kaydena. 
     
    11. „Pan Wilk i kobiety” - Jarosław Wilk

    Notka wydawcy:
    Blog „Pan Wilk i Kobiety” powstał wiosną 2013 roku. Kilka tygodni później, w maju, o Panu Wilku zrobiło się głośno. Kilkanaście tysięcy internautów weszło na jego blog po tym, jak jeden z największych portali informacyjnych w kraju opublikował cytat z Wilka: „Nic tak nie cieszy mądrego mężczyzny jak zboczona kobieta”. Te słowa zadziałały jak magnes. Mieszanka wybuchowa seksu i perwersji, męski punkt widzenia, cała gama uczuć oraz specyficzne poczucie humoru w ciągu jednego wieczoru zyskały rzeszę wielbicieli oraz… wrogów. W książce, która powstała na kanwie bloga, Pan Wilk bez tabu, w nietuzinkowy sposób opowiada o swoim świecie intymnym, przyjaźniach z kobietami, poszukiwaniach, samotności, miłości do córki. Na przemian śmieszy, oburza, wywołuje łzy oraz dreszcz podniecenia u kobiet, które dały się namówić na czytelniczą randkę z Wilkiem.
    Ja myślę, że dla autora hardcore czy perwersja nie jest celem samym w sobie – on po prostu chce pokazać, jak świat wygląda. No i chwała mu za to. W sumie można to porównać do niszowych filmów. 
     
    12. „Pan Wilk i tajemnice tajemnic” - Jarosław Wilk

    Notka wydawcy:
    Jest to kontynuacja opowieści o sercowych rozterkach i seksualnych ekscesach, tytułowego bohatera Wilka, które tak rozpaliły i nadal rozpalają tysiące kobiecych głów w naszym kraju. W swojej drugiej książce Jarosław Wilk zaskakuje podwójnie. Znów mamy do czynienia z jego wyjątkowym, specyficznym humorem, bezkompromisowym męskim językiem i ładunkiem emocji, który na pewno po raz drugi poruszy rzeszę serc, jego fanek. To jednak nie wszystko. „Pan Wilk i tajemnice tajemnic” to książka z czwartym wymiarem w tle. Wyjątkowo głęboka, refleksyjna i nie pozostawiająca czytającego obojętnym na świat, który opisuje. Synergia, dnia codziennego czterdziestoletniego mężczyzny, który poszukuje swojej miłości życia z metafizycznym światem, którego elementy mieliśmy już w pierwszej części, dały efekt niesamowity. Czytając ją śmiejemy się, płaczemy, a co najważniejsze zapominamy o wszystkim, co poza nami, a książką. A przecież, po to właśnie kupujemy książki.




# 56. Nawet czterdziestolatki się zakochują. „Uczulona na wino” - Izabela Jagosz

W swojej krótkiej blogowej „karierze” zdążyłam się już przekonać, że są wydawnictwa, których, najogólniej rzecz ujmując, wielu blogerów, książkoholików, tudzież wydawców nie lubi. Odczułam to, kiedy na pewnej grupie na facebooku, zamieściłam informację o nowym wpisie na blogu – recenzji jednej z książek opublikowanych przez Novae Res. W jaki sposób to odczułam? Raz czy dwa razy zostałam ostrzeżona, że to wydawnictwo i vanity press jest złem wcielonym, a w końcu zostałam z grupy, ot po prostu, wyrzucona. Dlaczego o tym teraz wspominam? Dlatego, że właśnie skończyłam czytać kolejną pozycję opublikowaną przez to właśnie wydawnictwo i mam ochotę podziękować autorce za to, że zdecydowała się wydać swoje dzieło!

Być może vanity press nie jest najlepszym rozwiązaniem dla autora. Być może dzięki vanity press nawet najgorszy literacki gniot ma szansę trafić na księgarskie półki, ale ja uważam, że każdemu należy dać szansę. Nie skreślajmy pisarza tylko za to, że nie mogąc znaleźć tradycyjnego wydawcy, decyduje się na tę właśnie formę zaistnienia. Nie skreślajmy, gdyż nie wiemy, kiedy trafimy na autora z prawdziwego zdarzenia. Na autora, który porwie czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Na autora, który zauroczy nas pięknem języka!

Uff, pomyślicie pewnie: „napisała co wiedziała i wylała swoje żale”. Może i tak... może i miałam przez chwilę żal, ale już o nim zapomniałam. Chciałabym jednak, abyście mieli tę świadomość, że nawet temu wydawnictwu zdarza się wydać prawdziwe arcydzieło i majstersztyk sztuki pisarskiej. Taki właśnie majstersztyk „popełniła” debiutująca autorka, Izabela Jagosz.

Uczulona na wino” to kawał dobrej literatury dla kobiet. W zasadzie nie tylko dla kobiet, gdyż polecam ją wszystkim, którzy lubią się delektować pięknem i czystością języka polskiego. Właśnie tak, gdyż autorka pisze naprawdę piękną polszczyzną!

Główną bohaterką powieści Izabeli Jagosz jest odnosząca sukcesy zawodowe kobieta po czterdziestce, Iga. Nie wiedzie spokojnego życia, gdyż ciągle jest zabiegana. Sądzić by można, że czterdziestolatka powinna osiągnąć już pewną stabilizację, a tu mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym. Poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje i zmienia dla niego całe swoje dotychczasowe życie. Mało tego, poznaje go w bardzo komicznej sytuacji, gdyż na autostradzie i to w chwili, kiedy odkrywa, że zapomniała portfela i nie ma jak zapłacić za przejazd. Z opresji ratuje ją Prezes i pożycza jej dziesięć złotych. Iga daje mu swój numer telefonu, aby udowodnić, że jest słowna i spłaca swoje długi. Ku jej zaskoczeniu po kilku dniach facet dzwoni, aby się umówić na odebranie pożyczki. Krótko potem zostają parą i to parą niezwykle dobrze dobraną, nawet mimo różnicy statusu społecznego, który każde z nich reprezentuje. Iga wiedzie u jego boku prawie sielankowe życie – rzuca pracę, podróżuje po całym świecie. Normalnie bajka. Jednak taka bajka nie trwa wiecznie, gdyż po kilku latach wspólnego związku, Prezes, idąc za powszechnie panującym w jego środowisku trendem, znajduje sobie „nowszy model” i zakochuje się w dużo młodszej „panience”. Co się dzieje dalej? Nie zdradzę, aby nie psuć Wam przyjemności czytania. Napiszę tylko tyle, że o ile przez pierwsze dwieście stron akcja była bardzo przewidywalna, tak później autorka kompletnie mnie zaskoczyła dalszym rozwojem wydarzeń. I wiecie co? Właśnie dlatego jeszcze bardziej doceniam debiut pani Jagosz!

Uczulona na wino” pochłonęła mnie bez reszty. Jeszcze długo będę o niej myśleć. I kto wie? Może za jakiś czas do niej wrócę i przeczytam ją jeszcze raz!

Uczulona na wino” jest doskonałym portretem psychologicznym współczesnej kobiety – kobiety silnej, zdecydowanej, nie bojącej się zmian, a równocześnie kobiety cierpiącej, kiedy zostaje głęboko zraniona i ciężko przeżywającej swój dramat. Jest to portret tak realistyczny, że aż prawdziwy!

Żywię głęboki szacunek dla autorki za piękno polszczyzny, którą mnie uraczyła, za wspaniałych bohaterów, których stworzyła i za całokształt tej przelanej na papier historii. Niby nic wielkiego się tu nie dzieje, niby tylko opisuje zwyczajną prozę życia, ale zrobiła to w taki sposób, że czytelnik nie może przejść obok niej obojętnie i musi docenić ogrom pracy, jaki włożyła w napisanie „Uczulonej na wino”.

Dziękuję, Pani Izo za „Uczuloną na wino” i proszę o więcej powieści takich jak ta!

Polecam tę powieść wszystkim lubiącym spędzić czas przy dobrej lekturze. Powieść Izabeli Jagosz właśnie do takich należy. Jest w niej i wartka akcja, i humor. Jest w niej również wiele budzących refleksje przemyśleń. Jest to powieść, która na długo zostanie w Waszej pamięci. Powieść, która przykuwa uwagę już samym tytułem. I wspaniale, gdyż nie można jej przegapić w księgarni. Kupcie ją i przeczytajcie, a na pewno nie pożałujecie tego wydatku. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.

Moja ocena: 6/6
Autor: Izabela Jagosz
Gatunek: Literatura kobieca
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 309
Data wydania: 07-09-2015
Nr ISBN: 978-83-7492-908-0