czwartek, 3 września 2015

Wywiad z Victorią Gische




Z wykształcenia i zamiłowania historyk, a może idąc za modą powinnam napisać, historyczka. Obawiam się jednak, że bardziej może się to kojarzyć z histeryczką, a tego pragnę uniknąć, dlatego zostanę przy starym dobrym "historyku".

W oceanie wydarzeń historycznych największym zamiłowaniem darzę dzieje Starożytnego Egiptu, co zresztą przełożyłam na powieść pt. "Kochałam Dżehutimesa", której akcja toczy się w czasach panowania faraona Echnatona oraz Średniowiecze, ze wskazaniem powszechnego.
Mieszkam w pięknym, cichym miejscu. Można powiedzieć, że na wsi, chociaż do większych miast mam zadziwiająco blisko. Więc to może po prostu już nie wieś, ale jeszcze też nie przedmieścia. Coś tak pomiędzy...
Dzięki temu, że przed kilku laty z dużego miasta przeprowadziłam się w to ciche miejsce, mam wrażenie, że ciągle jestem na wczasach.

Żródło opisu: Lubimyczytać.pl


Wywiad z Victorią Gische

1.     Witam, Pani Victorio. W którymś wywiadzie przeczytałam, że pseudonim Victoria Gische to prawdziwe nazwisko Pani prababci i jest Pani do niej trochę podobna. Mogłaby Pani zdradzić czytelnikom, dlaczego wybrała Pani ten właśnie pseudonim? Dlatego, że podoba się Pani jego brzmienie, czy też dlatego, że była szczególną kobietą?

Tak, faktycznie to imię i nazwisko należało do babci mojego Taty. Nie było mi dane jej poznać, ponieważ prababcia zmarła jeszcze, kiedy Tata był dzieckiem, albo nastolatkiem – już nie pamiętam. W każdym razie ja nie byłam wtedy jeszcze nawet w planach (śmiech). Dowiedziałam się o jej istnieniu, przeglądając rodzinne zdjęcia. Jej postać na fotografii rzucała się w oczy. Elegancko ubrana kobieta, w długiej czarnej sukni, oparta jedną ręką o kolumnę, patrząca prosto do obiektywu. Nota bene, ostatnio szukałam tego zdjęcia i nie wiem gdzie je schowałam. Zapewne znajdzie się, kiedy nie będzie potrzebne. A wracając do prababki...Musiała być niezwykłą kobietą, z pewnością dzielną, skoro zdecydowała się poślubić wdowca z gromadką (dosłownie z dwanaściorgiem) dzieci.


2.     Victoria Gische brzmi trochę obco. Czy na wybór Pani pseudonimu miał wpływ fakt, że książki obcojęzycznych autorów lepiej się sprzedają niż naszych rodzimych?

Brzmi obco, ponieważ moi przodkowie, pradziadkowie, tak z jednej, jak i z drugiej strony mieli niemieckie pochodzenie. Urodzili się w Niemczech, ukończyli niemieckie szkoły, mówili po niemiecku. Brzmienie nazwiska to czysty przypadek, ale faktycznie polscy czytelnicy chętniej sięgają po literaturę obcojęzyczną.

3.     Kiedy stwierdziła Pani, że chce Pani zostać pisarzem? Pewnego dnia zrealizowała Pani marzenie z dzieciństwa, czy był to może impuls chwili – usiadła Pani i napisała pierwsze słowo, zdanie, akapit?

Pisać lubiłam od dziecka. Już w szkole podstawowej wypracowałam swój własny, charakterystyczny styl, po którym nauczycielki z historii i polskiego poznawały moje prace. Później w liceum napisałam swoją pierwszą „powieść” w zeszycie w kratkę. Była to książka przygodowa, która powstała pod wpływem lektury „Winnetou” Karola Maya. Minęły lata, zanim wróciłam do pisania i można powiedzieć, że był to impuls spowodowany przypadkiem, a mianowicie mąż powiedział pewnego dnia „Może napisałabyś książkę”. I napisałam „Lucyfer. Moja historia”.

4.     Miałam przyjemność przeczytać wszystkie trzy Pani książki i powiem szczerze, że nadal jestem pod ogromnym wrażeniem tej pierwszej. Przede wszystkim spodobał mi się Pani pomysł na przedstawienie postaci Lucyfera. Może nam Pani powiedzieć, w jaki sposób powstał Lucyfer? Podać jego krótką genezę? 

Jak już powiedziałam wcześniej, impuls pochodził od męża i on także rzucił pomysł. Nie chciałam jednak, żeby była to kolejna opowiastka fantasy o diable. Dlatego, będąc z wykształcenia i zamiłowania historykiem, oparłam swoją powieść o mało znane fakty historyczne, w które można było wkomponować postać Lucyfera tak, aby jego obecność w tym, czy innym miejscu wyglądała wiarygodnie. I wielu czytelników tak właśnie pisało, że czytając Lucyfera zastanawiało się, czy tak czasem mogło nie być.

5.     „Lucyfera” wydała Pani tylko w formie ebooka, poprzez Wydawnictwo Psychoskok. Może nam Pani zdradzić, czy próbowała Pani znaleźć tradycyjne wydawnictwo? Jeśli tak to do ilu wydawnictw wysyłała Pani tekst i jak długo czekał Pani na odpowiedź?

Próbowałam i ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego powieść, która została tak dobrze przyjęta przez czytelników, którzy czasami przez blogerów dopytują, kiedy książka ukaże się drukiem i kiedy dalsze losy bohaterów, bo są ciekawi, jak potoczy się ich książkowe życie, nie znalazła wydawcy. Ostatnio nawet przeczytałam na jednym z poczytnych blogów książkowych, że to gotowy materiał na bestseller. Może chodzi właśnie o nietypowe pokazanie Lucyfera? Może o tych kilka kontrowersyjnych akapitów dotyczących Kościoła? Nie wiem. Mam nadzieję, że kiedyś książka ukaże się drukiem. Może jakiś wydawca przeczyta ten wywiad i się skusi? Kto wie? W końcu diabeł tkwi w szczegółach (śmiech)


6.     Czy „Lucyfer” przetarł Pani szlak do wydania kolejnej książki w tradycyjnym wydawnictwie? Ułatwiło Pani to rozmowy z Belloną?

Nie, do Bellony przesłałam od razu moją drugą powieść o Egipcie. Mowa o „Kochance królewskiego rzeźbiarza”, która pierwotnie nosiła tytuł „Kochałam Dżehutimesa”.

7.     Wiem, że jako historyk fascynuje się Pani Starożytnym Egiptem i w swojej twórczości skupia się Pani na Starożytnym Egipcie. Tam umieściła Pani akcję „Kochanki królewskiego rzeźbiarza” oraz „Tajemnic królów”. Nawet w tej pierwszej, w „Lucyferze…” również pewna część wydarzeń jest tam umiejscowiona. Dlaczego właśnie Egipt, a nie na przykład Starożytny Rzym czy Grecja? Są mniej pasjonujące?

Egiptem zaczęłam się interesować już w podstawówce. Starożytna cywilizacja egipska jest bardziej tajemnicza i ciągle pozostaje w wielu miejscach nieodgadniona. Zasadniczo Rzym czy Grecja powinny być mi bliższe, bo mój Tata jest pasjonatem tej historii, zwłaszcza rzymskiej, a jednak ja poszłam swoją drogą i zatopiłam się w Egipcie.

8.     Może nam Pani zdradzić, jaka będzie Pani kolejna książka? „Tajemnice królów” zakończyły się w taki sposób, że czuję niedosyt i mam wrażenie, że ta historia będzie kontynuowana. Doczekamy się dalszych losów Kyrene i Shardana?

Jestem właśnie w trakcie zbierania materiałów do kolejnej powieści. Zarysowuję akcję, postaci. Rozmyślam nad kolejami fabuły, która będzie się toczyć w czasach panowania Seti I. Tak jak na kartach „Tajemnic królów” pojawili się bohaterowie „Kochanki...”, tak tu czytelnicy spotkają postaci z „Tajemnic..”

9.     Pisze Pani też powieść bardziej współczesną, a przynajmniej bliższą naszym czasom. Zdradzi Pani rąbka tajemnicy, o czym będzie opowiadać? Będzie to kolejna powieść z historią w tle, czy może raczej obyczajowa?

Zasadniczo powieść została już napisana. Ukończyłam ją jakiś czas temu. Akcja rozpoczyna się pod koniec XIX stulecia i kończy w połowie lat 40-stych XX wieku. To powieść obyczajowa, ale losy bohaterów łączą się nierozerwalnie z ważnymi wydarzeniami historycznymi i politycznymi , jakie miały miejsca w tamtych czasach. To generalnie historia życia pewnej młodej kobiety. Od dnia jej narodzin. Jednak obok jej postaci, pojawiają się także inni pierwszoplanowi bohaterowie, którzy mają na nią swój ogromny wpływ, a jednocześnie przeżywają swoje własne, fikcyjne życie. Na kartach tej powieści znalazło się także miejsca dla wielu postaci historycznych, z którymi okazję miała spotkać się moja bohaterka.

10.Jakie książki Pani czyta? Jakich autorów najbardziej sobie Pani ceni?

Różne, różniste... Od poważnych, naukowych po lekkie i przyjemne romanse historyczne. Jest kilku autorów, których książki chętnie kupuję, ale ciężko powiedzieć, abym wśród współczesnych pisarzy miała swojego ulubieńca. Mam natomiast swoje ulubione książki, do których wracam co jakiś czas. To „Lalka”, „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Udręka i ekstaza”, czy „Godzina pąsowej róży”.

11. Jaki jest Pani stosunek do współczesnej literatury, kierowanej do kobiet? Czasem odnoszę wrażenie, że obecnie lekturą obowiązkową damskiej populacji jest „Pięćdziesiąt twarzy Greya” i jej podobne.
Widzę pewne tendencje. To są takie fale. Najpierw były wampiry. Szał na wampiry. Książki, filmy, seriale. Ja przeczytałam tylko klasykę gatunku „Drakulę” Brama Stokera oraz „Wywiad z wampirem” Anne Rice. Są także inne fale... Teraz jest moda na lawendę. Widzę uliczki w lawendzie, wakacje w lawendzie, poszukiwania w lawendzie, kłamstwa w lawendzie, itp. Nie czytałam i nie czytam, tak samo jak książek o Greyu, dlatego nie powiem, czy są to dobre pozycje literackie, czy złe, ponieważ nie będę swoich osądów opierać na opiniach innych Czytelników. Ja wolę coś w stylu „Władcy Barcelony”, „Białej wilczycy”, „Sekretów kobiet złotnika”, „Królów przeklętych” i tak dalej, a kiedy nachodzi mnie ochota na coś lżejszego, bardziej romansowego – tak bym to nazwała – to sięgam po Sparksa, Paullinę Simons, Penny Vincenzi czy Dianę Gabaldon.

12. Wielu autorów/autorek w trakcie pisania tworzy tzw. play listy, czyli utwory muzyczne, które towarzyszą im w trakcie pisania. Również ma Pani taki zwyczaj? Jakie piosenki znajdują się lub znalazłyby się na twojej liście?

Kiedy piszę potrzebuję ciszy. Nie lubię, kiedy mnie coś rozprasza, tak więc odpowiedź brzmi „nie, nie tworzę”. Muzyka to osobny rozdział. Kiedy jestem zmęczona i mam ochotę odpocząć, kładę się na sofę, sięgam po słuchawki i nastawiam radio na „Złote przeboje”, ze szczególnym uwzględnieniem lat 80-tych.

13. Jaką kobietą jest współczesna Victoria Gische? Jakie ma marzenia i życiowe cele? Jak byś siebie opisała?

Na chwilę obecną mam jedno marzenie – wrócić do Polski, do domu. Niestety jego realizacja nie zależy tak do końca ode mnie czy mojego męża. Muszą się na to złożyć pewne warunki, zwłaszcza te ekonomiczne, które panują w naszym kraju, abym mogła wrócić. Póki co, nie widzę takiej możliwości. Z kolei jako autor chciałabym, aby któraś z moich powieści, już wydanych, czy przyszłych stałą się bestsellerem, ale to chyba normalne (śmiech).

14. Od dawna mieszka Pani w Niemczech? Tęskni Pani za krajem? Wróci kiedyś Pani w swoje rodzinne strony?

W zasadzie od niedawna. Od ponad czterech lat, a jednak tęsknota jest ogromna. Tęsknimy z mężem za naszymi rodzinami, dlatego każdy urlop od kilku lat spędzamy w Polsce, w domu. A odpowiedź, czy wrócę, zawarta jest w poprzednim pytaniu.


Niniejszy wywiad znajdziecie również na stronie sztukater.pl (klik). 

Dziękuję autorce, że zechciała poświęcić czas i odpowiedzieć na moje pytania.