środa, 23 marca 2016

# 49. „W poszukiwaniu szczęścia” - Melissa Hill

Trochę zawiedziona ostatnią lekturą, postanowiłam sięgnąć po coś lekkiego i typowo babskiego. Wśród książek przesłanych mi przez Sztukatera znalazłam powieść Melissy Hill „W poszukiwaniu szczęścia”. Skłamałabym, gdybym Wam napisała, że nie spędziłam miło czasu, śledząc losy głównych bohaterów. Potrzebowałam takiej odskoczni od codzienności, a Melissa Hill zabrała mnie do wręcz bajkowego świata.

Wiele lat temu Holly O'Neill otrzymała tajemniczą przesyłkę z bransoletką oraz zawieszką i od tej pory otrzymuje kolejne paczuszki z zawieszkami zawsze wtedy, kiedy w jej życiu dzieje się coś szczególnego. Ta prosta biżuteria jest dla niej bardzo ważna. Jest jak mapa, opisująca ścieżki jej życia. Dlatego też znalazłszy inną bransoletkę z zawieszkami, postanawia uczynić wszystko, aby zwrócić ją prawowitej właścicielce i zaczyna śledztwo. W poszukiwaniach pomaga jej synek, którego samotnie wychowuje.

Greg jest odnoszącym sukcesy zawodowe maklerem giełdowym. Ma dosyć pracy od świtu do nocy w zamkniętym biurze i marzy o wyrwaniu się z tego kieratu. Pragnie innego życia... chce się ustatkować i założyć rodzinę. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia postanawia rzucić pracę i zająć się fotografowaniem Nowego Jorku. Otwiera prywatną firmę i zaczyna pracę dla jednej z nowojorskich gazet. Niestety, ta decyzja nie znajduje aprobaty u jego partnerki, Karen. 
 
W poszukiwaniu szczęścia” jest napisana lekkim i przyjemnym językiem. Bijące z kart powieści ciepło, przenosi czytelnika w świat świątecznej magii. I tutaj dodam małą dygresję. Otóż stwierdzam, że tę książkę powinno się czytać w okolicach Bożego Narodzenia. Dlatego żałuję, iż nie sięgnęłam po nią wcześniej. Ale cóż... jak mówi pewne powiedzenie – co się odwlecze, to nie uciecze. Przecież można też przeżyć świąteczne wzruszenia nawet w marcu, prawda?

Dużym plusem tej powieści są liczne retrospekcje. Niespodziewanie dla czytelnika, autorka przenosi go kilka lat wstecz, dzięki czemu może lepiej poznać bohaterów i zrozumieć motywy ich obecnego działania. Nie ukrywam, że dodaje to smaczku w odbiorze całości historii. Dodatkowym atutem jest pomysł, aby co jakiś czas oddać głos właścicielce zagubionej bransoletki.

Bohaterowie są dość dobrze wykreowani i nie sposób przejść obok nich obojętnie. Zarówno Holly jak i Greg wzbudzają sympatię. Osobiście muszę przyznać, że bardzo polubiłam również tajemniczą właścicielkę zagubionej bransoletki, której autorka oddała kilkakrotnie głos, wprowadzając narrację pierwszoosobową – polubiłam jej mądrość życiową i siłę.

Jednakże musiałam być silna. Dla nikogo nie byłoby dobrze, gdybym się załamała. Nawet w skrytości ducha, gdy sama przed sobą musiałam przyznać, że się boję, że przyszłość mnie wręcz przeraża, starałam się też skupiać na dobrych stronach. Pod wieloma względami mamy wiele szczęścia, dużo więcej niż mnóstwo ludzi w takiej sytuacji. (…) Wiele razy przychodziło mi do głowy, że ta choroba jest również błogosławieństwem, gdyż otworzyła mi oczy i uświadomiła o tym schorzeniu. Ochoczo zaangażowałam się w działalność różnych towarzystw dobroczynnych w mieście, a dzięki uczestnictwu w tych organizacjach usłyszałam historie innych chorych – czasem zakończone szczęśliwie, czasem tragicznie. Dzięki temu doceniam, że nie jestem i nigdy nie będę samotna w mojej walce. Zerknęłam na swoją bransoletkę i instynktownie dotknęłam różowej wstążki.” (str. 276)

Z głównych bohaterów powieści bardziej do mnie przemówiła postać Holly, będąca samotną matką – może dlatego, iż sama jestem w podobnej sytuacji. Wiadomo, że każdy rodzic, który sam wychowuje dziecko, jest w trudnym położeniu. Samotna matka musi w pewien sposób zastąpić dzieciom ojca, musi być mamą i żywicielem. Holly została przedstawiona nam jako kobieta bardzo ciepła i, moim zdaniem, doskonale sobie radząca w tej podwójnej roli oraz bardzo empatyczna – zadziwiająco dobrze sobie radzi w podbramkowych sytuacjach:

(...), wiem, że nie jest najlepszym ojcem na świecie, ale możesz wziąć to, co ci daje, i zrobić z tego coś lepszego. Skoro uważasz, że dał ci wyłącznie nazwisko, skorzystaj z tego. Weź to nazwisko i uczyń je najlepszym nazwiskiem na świecie. (…) obróć je w złoto, dobrze? (…) Urodziłeś się jako Daniel Joseph Mestas, mój syn. Więc nigdy tego nie zmieniaj.”

Kim jest tajemnicza właścicielka bransoletki? I w jaki sposób zwykła biżuteria może wpłynąć na losy dwojga obcych sobie ludzi? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, koniecznie sięgnijcie po powieść Melissy Hill.

Podsumowując, „W poszukiwaniu szczęścia” jest niezwykle ciepłą historią, doskonałą na spędzenie miłego wieczoru po ciężkim dniu pracy. Może jest trochę bajkowa, ale jej lektura na pewno poprawi Wam humor i doda pozytywnej energii. Polecam nie tylko przed Bożym Narodzeniem, ale przez cały rok. Pozwólcie się przenieść do Nowego Jorku i poczujcie świąteczną magię.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.

Moja ocena: 4,5/6
Autor: Melissa Hill
Gatunek: Literatura współczena
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 408
Data wydania: 13-19-2015
Nr ISBN: 978-83-8069-155-1