czwartek, 31 marca 2016

# 52. „Zjazd rodzinny” - Irena Matuszkiewicz

Uwielbiam sagi rodzinne. A Wy? Jednak kiedy taka saga jest osadzona na przestrzeni wielu lat i ukazuje nam kilka pokoleń na tle historycznych przemian, cenię ją jeszcze bardziej.

Biorąc do ręki powieść Ireny Matuszkiewicz, nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ do tej pory autorka była mi całkiem obca. Choć wydała już kilka pozycji, nie przeczytałam jeszcze ani jednej z jej książek. Chyba wiele straciłam, gdyż „Zjazd rodzinny” mnie wręcz zachwycił! Jestem nim oczarowana! Oczarowana rodziną Korzeńskich, tłem historycznym oraz stylem autorki!

Na pierwszych stronach „Zjazdu rodzinnego” poznajemy Ewę, zastanawiającą się nad organizacją imprezy, na której będą mogli się spotkać wszyscy członkowie jej dużej rodziny. Córki Ewy umacniają kobietę w tym postanowieniu i obiecują pomoc w tym wielkim przedsięwzięciu. Z zawodu archiwistka i uwielbiająca historię Ewa, zbiera wszelkie informacje na temat dalszej i bliższej rodziny, i śledzi losy krewnych.

Prawdę powiedziawszy, spodziewałam się jednotomowej opowieści o rodzinnym spotkaniu oraz o odnowieniu i ponownym umocnieniu więzi rodzinnych. Tymczasem autorka kompletnie mnie zaskoczyła. Okazało się, że Ewa i jej córki są tylko współczesnym tłem, najważniejsze wydarzenia powieści mają miejsce w przeszłości, a dokładniej prawie sto lat temu. Zupełnie nagle, bez żadnego ostrzeżenia czytelnik zostaje przeniesiony z roku 2014 do 1918 i poznaje Jana Korzeńskiego, nestora rodu, z którego wywodzą się Ewa i jej córki.

Od tej chwili Irena Matuszkiewicz doskonale lawiruje pomiędzy teraźniejszością, a przeszłością. Bardziej się jednak skupia na tej drugiej, tworząc kronikę rodu Korzeńskich i osadza ją na tle wydarzeń dwudziestolecia międzywojennego. Dzięki takiemu zabiegowi, czytelnik poznaje realia ówczesnego życia. Ewa Parelska, jej córki i czasy współczesne są tylko przerywnikiem i to niezbyt częstym. To głównie w przeszłości toczy się akcja „Zjazdu rodzinnego”, rozpoczynając od zakończenia pierwszej wojny światowej, a kończąc się na wybuchu drugiej, we wrześniu 1939 roku. 
 
Powieść Ireny Matuszkiewicz jest niezwykle realistycznym obrazem obyczajów w Polsce międzywojennej, osadzonym na tle prawdziwych wydarzeń historycznych. Obrazem zwykłej rodziny kupieckiej, w której najważniejszą rolę pełni ojciec. Nie znajdziemy tu pomiędzy przyszłymi małżonkami wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia, ale zaplanowany i skojarzony związek dwojga zupełnie sobie obcych ludzi, Jana i Leontyny. Związek, który z biegiem czasu owocuje siódemką dzieci. Potomkami Korzeńskich są Leon, Julian, Zdzisława, zwana przez wszystkich Dzidzią, Basia, Janeczka oraz bliźniaczki Zosia i Krysia. Wszystkie te postaci są dokładnie i wnikliwie sportretowane przez autorkę oraz doskonale poprowadzone.
 
Wieczory u Korzeńskich poświęcone były na czytanie. Wszyscy gromadzili się w jadalni przy dużym stole nakrytym serwetą. Było coś magicznego w tym stole, w ciężkiej lampie zdobionej mosiężnymi okuciami, we wzajemnej bliskości siedzących wokół niego osób, co sprawiało, że nawet ruchliwy Leonek zachowywał się spokojnie, zasłuchany w głos babci lub mamy. Jan też bardzo lubił chwile pod lampą i jeśli tylko mógł, wracał do domu krótko przed zamknięciem sklepu, zostawiając na dole subiektów pod bacznym okiem Władka. Zatrudniał teraz trzech pracowników, miał więc nieco wolnego czasu dla rodziny. Przy stole siadał na swoim stałym miejscu i brał na kolana którąś z córek. Jego ulubienicą była Dzidzia.” (str. 123)

Na szczególną uwagę, moim zdaniem, zasługuje język, którym posługuje się autorka. Język stylizowany na tamtą epokę i to nie tylko w dialogach... Wydaje mi się, że właśnie dzięki tej stylizacji powieść zyskuje na wartości, a opisy są niezwykle plastyczne, co pozwala czytelnikowi przenieść się w czasie i wczuć w tamtejsze klimaty.

Irena Matuszkiewicz dostojnie snuje swoją opowieść, a niezwykła dbałość autorki o dokładność szczegółów sprawia, że poznajemy życie Korzeńskich od tzw, podszewki. Śledzimy ich losy, łączymy z nimi w chwilach radości i smutku oraz w chwilach zwątpień. Jesteśmy świadkami narodzin kolejnych dzieci Leontyny i Jana oraz towarzyszymy protoplastom rodu w ich wychowaniu i kształtowaniu na wartościowych ludzi. Ze wzruszeniem obserwujemy jak z biegiem lat małżonkowie się docierają, a w końcu darzą się wzajemną miłością i oddaniem, a dzieci dorastają. Razem z nimi przeżywamy ból po stracie bliskich i strach przed tym, co przyniesie kolejna wojna. 
 
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie książki i z niecierpliwością będę czekać na kolejny tom sagi. Jeśli więc jeszcze nie czytaliście „Zjazdu rodzinnego” Ireny Matuszkiewicz, koniecznie sięgnijcie po tę powieść i dajcie się nią oczarować. Polecam! Polecam! I jeszcze raz polecam!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję portalowi sztukater.pl.

Moja ocena: 5,5/6
Autor: Irena Matuszkiewicz
Gatunek: Literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 376
Data wydania: 20-10-2015
Nr ISBN: 978-83-8069-144-5