niedziela, 5 lipca 2015

„Archer’s Voice” przepiękna powieść Mii Sheridan



Dzisiaj chciałabym Wam napisać o książce, którą niedawno przeczytałam w wersji angielskiej. Tak… nie ma jeszcze jej polskiego wydania, ale mam nadzieję, że wkrótce któreś z naszych wydawnictw naprawi ten błąd, gdyż jest tego warta. Dlaczego czytam po angielsku? Jest to dla mnie świetny trening i od czasu do czasu sięgam po jakieś czytadło w oryginale, aby „odrdzewić” moją znajomość języka – kiedyś używałam go na co dzień, pracując w firmie zagranicznej, ale życie… przeprowadzka do innego miasta, mąż, dzieci… Sami rozumiecie, życie napisało dla mnie inny scenariusz, w którym język angielski przeleżał prawie dwadzieścia lat gdzieś na dnie mojego umysłu i rdzewiał z każdym rokiem coraz bardziej. Właśnie dlatego sięgnęłam po anglojęzyczne książki.
Przejdźmy jednak do rzeczy, czyli do powieści, o której chcę Wam opowiedzieć. Jest to „Archer’s Voice” (najprościej tłumacząc „Głos Archera”). Napisała ją amerykańska pisarka Mia Sheridan. Kupując ebooka na Amazonie, zaintrygował mnie tytuł oraz mnogość pozytywnych opinii czytelników na goodreads.
Książka zawładnęła mną już od pierwszych stron. Mia Sheridan jest mistrzynią słowa i wciąga czytelnika do swojego świata, nie pozwalając mu się oderwać od opisywanej historii dopóty, dopóki nie dotrze do ostatniej strony. Sądzę, że w tym miejscu powinnam Was ostrzec:

1.                           Zanim sięgnięcie po nią, zorganizujcie sobie kogoś, może babcię, kto zajmie się Waszymi pociechami i zadba o to, żeby je nakarmić. Ja miałam szczęście, że akurat w tym czasie mąż był w domu dokarmiał je kanapkami z nutellą – swoją drogą, dzieci potraktowały ten dzień jako święto.
2.                           Po drugie – zaopatrzcie się w zapas chusteczek, gdyż historia należy do gatunku wyciskaczy łez.
Cóż takiego jest w tej historii, że czytelnik oddaje się jej całkowicie? Może wydam się Wam w tej chwili banalna, kiedy powiem, że miłość. Przecież to jest temat większości książek, które możemy przeczytać. Temat, który przewija się od wieków. Jednak powieść Mii Sheridan jest inna od tych, które dotychczas przeczytałam – opowiada o trudnej miłości. O miłości dwojga ludzi surowo doświadczonych przez los. Ludzi, którzy nie wierzą, iż może ich spotkać coś dobrego.
Główni bohaterowie, Bree Prescott i Archer Hale, są postaciami, które zmienią nasze postrzeganie świata. Ona, dziewczyna uciekająca od złych wspomnień związanych z tragiczną śmiercią ojca, pewnego dnia wsiada do auta i wyrusza w nieznane. Jedzie przed siebie i trafia do małego miasteczka nad jeziorem, znajduje pracę w barze i postanawia zacząć tam wszystko od nowa, z daleka od złych wspomnień, od człowieka, który ją skrzywdził i zabił jej ojca.
Szczerze mówiąc, początek tej opowieści skojarzył mi się z „Bezpieczną przytanią” Nicolasa Sparksa, gdyż Bree podobnie jak bohaterka powieści Sparksa, poznaje życzliwą sąsiadkę, jeździ rowerem i pracuje w jadłodajni. Jednak tutaj podobieństwa się kończą. Historia Mii Sheridan opowiada o innej miłości. Opisuje rodzące się uczucie pomiędzy dwojgiem jeszcze młodych ludzi. Pomiędzy dziewczyną, która uciekła od bolesnej przeszłości, a skrzywdzonym przez los chłopakiem, Archerem.
Archer jest miejscowym odludkiem – unika ludzi, gdyż się ich boi. Nie oznacza to jednak, że jest tchórzem. Dzielnie się zmaga z samotnością i z własnymi lękami. Po tym jak w dzieciństwie został postrzelony, nie może mówić – pocisk uszkodził mu krtań. Został wychowany przez wujka dziwaka, byłego weterana wojennego, nie do końca normalnego człowieka – już chociażby to, iż zgromadził zapasy żywności na kilka miesięcy, świadczy o jego niestabilności emocjonalnej. Strach przed lekarzami i spiskami sprawił, że nie wyraził zgody na operację małego Archera, która mogłaby przywrócić chłopcu głos.
Po śmierci wujka, Archer mieszka sam. Nigdzie nie wychodzi. Przez wiele miesięcy korzysta z jedzenia, które zgromadził wujek, ale pewnego dnia zapasy się kończą i młody mężczyzna musi zmierzyć się z własnym strachem i spojrzeniami nieprzychylnych mu ludzi, uważających go za upośledzonego i za dziwaka. Droga do sklepu zabiera mu wiele godzin. W czasie wyprawy na zakupy, zauważa Bree…
Młoda dziewczyna nie może zapomnieć o przypadkiem spotkanym dziwnym mężczyźnie. Pewnego dnia w czasie wycieczki rowerem na plażę, przejeżdża obok domu Archera i wbiega na jego posiadłość, goniąc swojego psa. Od tej chwili czytelnik staje się świadkiem powolnego rozkwitu przyjaźni, która bardzo szybko zmienia się głębsze uczucia.
Okazuje się, że Archer nie jest upośledzony – chłopak po prostu nie mówi. Jest na tyle inteligentny, że sam nauczył się języka migowego, ale do tej pory nikt nigdy nie próbował się z nim porozumiewać w ten sposób. Do czasu, kiedy pojawiła się Bree.
To ona pokazuje mu, że życie może być piękne, a obecność drugiej osoby może wnieść światło i radość do prozy codziennego życia. Spędzają na rozmowach wiele godzin, poznają się wzajemnie, zwierzają się, mówią o swoich największych lękach i obawach. Wzruszyło mnie, kiedy Archer przybiegł w środku nocy do domku Bree, gdyż wiedział, iż ona panicznie boi się burzy – odludek stroniący od ludzi, puka w nocy do jej drzwi i miga, że przyszedł po to, aby się nie bała.
Wiele fragmentów wzruszało mnie do łez. Były jednak takie, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Cieszyłam się każdym małym sukcesem bohaterki, kiedy udało jej się namówić Archera do czegoś nowego – do ścięcia włosów, aby nie chował swojej przystojnej twarzy, do odwiedzenia jej w pracy. Ta dziewczyna powoli i sukcesywnie przyzwyczajała do świata tego młodego, stroniącego od ludzi człowieka. Uczyła go… życia i miłości. Uczyła go pewności siebie oraz wiary w ludzi.
Jeden z fragmentów zapadł mi szczególnie w pamięć:
“I'm afraid to love you. I'm afraid that you'll leave and that I'll go back to being alone again. Only it will be a hundred times worse because I'll know what I'm missing. I can't…” He sucked in a shaky breath. “I want to be able to love you more than I fear losing you, and I don't know how. Teach me, Bree. Please teach me. Don't let me destroy this.” 
Szanując prawa autorskie, nie mogę tego cytatu przetłumaczyć, ale dla tych z Was, którzy może nie znają angielskiego, mogę wyrazić to własnymi słowami, abyście zrozumieli, co mnie tak wzruszyło. Archer mówi, że boi się pokochać Bree. Boi się, ponieważ któregoś dnia dziewczyna może wyjechać i znów zostanie sam. Jednak tym razem jego życie stanie się dla niego dużo gorsze, gdyż wie, co by stracił. Chciałby móc kochać ją bardziej… bardziej od strachu, że ją kiedyś straci, ale nie wie jak… Prosi dziewczynę, aby go tego nauczyła i żeby nie pozwoliła mu zniszczyć tej miłości.
Piękne, prawda? Takich cytatów mogłabym przytoczyć jeszcze kilka. W powieści jest ich naprawdę sporo i wszystkie mają w sobie niezmierzoną głębię… wszystkie pokazują nam jak ważną osobą dla Archera stała się Bree – jak prośba Archera, aby Bree nie odwracała się od niego, kiedy jest zła, gdyż on nie może nawet zawołać jej imienia…
Podsumowując muszę stwierdzić, że książka jest cudowna. Być może w niektórych momentach miłość Bree i Archera jest nieco przesłodzona i cukierkowa, ale mi to naprawdę nie przeszkadzało. Jest to powieść z gatunku New Adult, więc nie brakuje w niej opisów scen łóżkowych. Jednak nie są to greyowskie opisy – są erotyczne, ale delikatne, wyrażone pięknym, lirycznym wręcz językiem, opisującym przede wszystkim emocje, związane z aktem miłosnym.
Powieść Mii Sheridan jest dobrze napisana. Autorka doskonale skonstruowała akcję, wywołując emocje u czytelnika, a bohaterowie są ciekawi.
Polecam jej przeczytanie wszystkim kobietom, lubiącym piękne i wzruszające historie. Ja z pewnością sięgnę po kolejne książki tej autorki. Ostatnio na amazon.com zakupiłam kolejne cztery, gdyż trafiłam na promocję i okazało się, że kindle edition nie jest wcale takim drogim interesem.

Moja ocena: 6/6

Autor: Mia Sheridan

Tytuł: Archer Voice

Gatunek: New Adult

Seria: Sign of Love

Wydawnictwo: CreateSpace Independent Publishing Platform

Data wydania: styczeń 2014

Nr ISBN: 978-1495390906